piątek, 22 stycznia 2016

Rozdział 27

Cześć, kochani.
Wybaczcie, że rozdział dopiero teraz. Od razu proszę Was, abyście potraktowali go, jako wstęp do czegoś, co już dla Was szykuję. Sądzę, że się Wam spodoba :).
Dziękuję za opinie pod „Ekscytującym życiem…”, choć przyznam, że szkoda, iż było ich tak mało. Mam nadzieję, że pod kolejną chętniej wyrazicie swoje opinie. Przy okazji zapraszam na nią 31 stycznia.
Mam nadzieję, że rozdział zaciekawi Was, co prawda nie jest aż tak przepełniony humorem jak zwykły bywać poprzednie, jest to głównie wstęp do czegoś, co dla Was przygotowuję, jak wspominałam.
Buziaki!
Charlotte
PS --> Liczę na Wasze szczere opinie! :D

***

Niebezpieczna gra

25 stycznia 2000
- Nawet nie wiesz jak się stresuje, Lucjuszu! Doprawdy, ty nigdy nic nie rozumiesz!
- Cyziu, przerabialiśmy już to! Wiesz doskonale, że mi trudno zrozumieć niektóre… sprawy.
- Choć udawałbyś, że się starasz! – Zacisnęła usta w wąską kreskę i spojrzała na męża z wyrzutem. On nie rozumiał jak bardzo ważna była ta sprawa! Ile zależało od podjęcia tej właściwej decyzji! To nie mogło być pochopne, a dokładne, przeanalizowane. Ostatecznie: najlepsze!
- Lucjuszu, proszę…
- Ty nie prosisz – rzucił kąśliwą uwagę.
Westchnęła, ale nie skomentowała tego, jedynie pokręciła głową i przygryzła wargę, jakby się zastanawiając.
- No dobrze, Cyziu. Pokaż mi to jeszcze raz. – Rezygnacja w jego głosie była dosłownie namacalna. Wypełniła pokój i starała się przytłoczyć Narcyzę, ale jej determinacja miała ostatnie słowo, wygrywała tę walkę.
- I…?
- Nie mogę, Cyziu. Naprawdę nie mogę. Nie widzę różnicy między écru a kremowym, przepraszam.
- Jak zawsze! I kto mi teraz doradzi w kolorze serwetek? Idź, nie jesteś mi już potrzebny! – Oburzona odwróciła się do niego plecami.

***

Nie miał, co ze sobą robić! Hermiona zniknęła ponad dwie godziny temu zostawiając go samego pośród stosu papierów. Rzekomo miała bardzo ważne i bardzo tajne zebranie, na którym mieli być obecni przedstawiciele departamentów nie tylko brytyjskich, ale i rosyjskich, francuskich i niemieckich, a także główni strażnicy Azkabanu. Z tego, co mu było wiadomo szykowała się jakaś większa afera dotycząca śmierciożerców. Robiło się coraz ciekawej! Ale cholera, czemu nie mógł tam być?! Tylko musiał siedzieć tutaj i bawić się w sekretarkę?
- Nienawidzę jej! – warknął prze zaciśnięte zęby i podstemplował kolejny akt.
- Kogo? – W drzwiach pojawiła się młoda kobieta. Uśmiechała się kokieteryjnie. Zmarszczył tylko brwi, niezbyt zainteresowany jej osobą. – Nazywam się Clarissa Clare i szukam pani Granger. 
- Draco Malfoy. Jak chyba pani zauważyła jest nieobecna, chyba, że sądzi pani, iż ukryłem ją pod tamtym plikiem kartek?
Zaśmiała się głośno i zatrzepotała rzęsami. Draco spojrzał na nią z kwaśną miną. Nie miał najmniejszej ochoty na flirt, zwłaszcza z kobietą, która nie była Hermioną. Powoli się staczał, ale cóż poradzić? Miłość w jego przypadku całkowicie go ogłupiła.
- W takim razie może to pan mi pomoże? – zapytała z nadzieją Clarissa.
- Słucham? Jaka to sprawa?
Clarissa weszła do gabinetu i kokieteryjnie kołysząc biodrami podeszła do fotela przed biurkiem. Z gracją na nim usiadała i swoimi dużymi oczami spojrzała na niego z niekrytym zachwytem. Skrzywił się lekko.
- Widzi pan, potrzebuje pewnej informacji… Jest ona wyjątkowo ważna, ale i niebezpieczna. – Poruszył się na krześle wyraźnie zainteresowany. – Mianowicie mój szef, bardzo cierpliwy, a zarazem potężny człowiek poprosił mnie bym ją zdobyła. Długo czasu zajęło mu obmyślenie wszystkiego tak by nic nie przeszkodziło mu w zrealizowaniu jego planów.
- Jakich planów? Kim pani jest?
- Wiedza jest zgubą, lepiej nie posiadać jej zbyt dużej. – Uśmiechnęła się drapieżnie i powolnie wstała. Zaczęła przeglądać teczki leżące na biurku w nieładzie.
- Czego pani chce?
- Waszej strategii – odparła z uśmiechem i wyciągnęła różdżkę.

***

- Nie możliwe jest, żeby udało im się dostać do więzienia. Ochrona jest zbyt silna, procedury zbyt rygorystyczne, a strażnicy zbyt bezwzględni – odparł z powagą jeden z dowódców.
- Wiadomość, którą wczorajszego wieczoru odebraliśmy, mówi nam jasno, że więzienie zostanie zaatakowane, tak samo jak główne archiwa poszczególnych departamentów – rzuciła Hermiona i zmrużyła oczy.
- Nie powinniśmy panikować. Nie jest on tak groźny, już raz został unieszkodliwiony – powiedziała kobieta z wyraźnym rosyjskim akcentem. Jej twarz była pozbawiona zmarszczek mimo wieku.
- Chciałaś powiedzieć: prawie został, Maryse.
- Nie należy panikować, panno Granger.
- To nie panika, a stwierdzenie faktów, panie Fray. 
- To aż zabawne jak bardzo się nie znosicie – rzucił swobodnym tonem Harry. Spoglądał na przyjaciółkę i szefa brytyjskiego Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów ze znudzeniem.
- Wracając do tematu, Harry. Sądzę, że powinniśmy jeszcze raz przedyskutować sprawy akcji.
- Przecież wszystko jest postanowione! – warknął Fray.
- Zaczyna mi pan działaś na nerwy i jeszcze trochę, a nic nie stanie mi na przeszkodzie rzucenia na pana drętwoty! – odparła gniewnie Hermiona.
- Widać, że ma pani problemy emocjonalne, panno Granger. Ktoś taki nie może sprawować funkcji szefa Biura Aurorów.
- Dla przypomnienia: to ja jestem szefem, ona jest zastępcą – wtrącił się Harry. Może i nie był tak wybitnym strategiem jak Hermiona, ale to on był szefem! Halo, czy kogoś to interesowało?!
 - Może to pana syn ma ją pełnić? – rzuciła ironicznie. – Sądzę, że nie. Maksymilianie – zwróciła się do jednego ze stojących pod ścianą aurorów – proszę wyprowadzić pana Fray’a zbrzydło mi patrzenie na jego paskudną… buzię!
- Powiem o wszystkim Ministrowi!
- Jak już będziesz w gabinecie to zapytaj się go, proszę, kiedy w końcu zagra ze mną partyjkę szachów. Wypadałoby, aby w końcu wygrał, możesz dodać, że jestem nawet skłonna się poddać.  
- To było nieczyste zagranie, Hermiono – westchnął Harry, gdy Fray opuścił Salę. – Naprawdę nieczyste.
- Sterylna czystość dozwolona jest w szpitalach, a nie polityce – rzuciła. – Panie Glukhovsky, co pan sądzi o podwojeniu liczby aurorów?
- Byłoby to właściwym zagraniem. Zwłaszcza, że chodzi tu o sprawy niezwykle niebezpieczne.
- Zważywszy na to, że informacja została przekazana z pierwszej ręki ja również nie mam ku temu żadnych obiekcji – poparła pomysł Leokadia Saint-Exupéry, szefowa francuskiego Biura Aurorów.
- A więc ustalone – odparła triumfalnie Hermiona, gdy pozostali reprezentanci również wyrazili swoją aprobatę.
- Pozostaje jeszcze tylko kwestia dalszych działań. Musimy zaatakować, ale tak, aby nie mógł kontratakować.
- Tutaj sprawa jest zaskakująco prosta, pozwólcie, że zapoznam was z małymi szczegółami.
- Małymi? – zapytała podejrzliwie Maryse.
- Nie można wiedzieć wszystkiego.
- W co pani pogrywa, panno Granger?
- W dość niebezpieczna grę, panie Glukhovsky – odparła spokojnie.

***

- Wydajesz się być bardzo przekonujący, Malfoy – zauważyła Clarissa.
- Przekonujący, w czym?
- W swoich działaniach. Nie mogliśmy uwierzyć, że ty - śmierciożerca z krwi i kości – oddaliłeś się od Pana na tyle, by zacząć pracę dla wroga! W dodatku największego!
- Ah, więc to o to chodzi. Zapewne jesteś tu z rozkazu Jugsona.
- Umiesz wyciągać wnioski. Gratuluje. To smutne, że nie ma cię z nami w chwili, gdy zaczynamy się odradzać. – Ręka Draco mocniej zacisnęła się na różdżce. Czekał na dogodny moment. – Jesteśmy wszędzie i nawet o tym nie wiecie. Jesteśmy wszędzie i wszędzie was obserwujemy. Działamy w ukryciu, ale to tylko przejściowe. Jugson obiecał nam, że poprowadzi nas znów ku chwale. Razem z Rowlem i paroma innymi… osobistościami wdrążył plan w życie, szkoda, że Rowle okazał się na tyle głupi, że dał się złapać, nawet go polubiłam.
- To wy jesteście głupi sądząc, że uda wam się wygrać, Her… Granger wam na to nie pozwoli.
- Szanowna pani auror będzie zbyt zajęta ratowaniem ludzi z opresji, by zająć się śledzeniem nas, łapaniem, w dodatku i tak nie będzie miała, gdzie nas zamknąć… Azkaban niedługo przestanie być więzieniem. Jak mówią: każda twierdza jest do zdobycia, zwłaszcza, gdy w grę wchodzi ogień.
- Jesteście szaleni – mruknął Draco.
- Szczerze ci powiem, że jestem zawiedzona brakiem zainteresowania z twojej strony. Wziąłbyś przykład ze swoje przyjaciółki Parkinson. Nie musieliśmy jej zapraszać sama do nas przyszła.
- Pansy? Ona nie mogła… - Przypomniał sobie jak zaskoczony był, gdy dowiedział się, że rzekomo pracuje dla aurorów. A więc, to była zmyłka. Pansy tak naprawdę była po stronie śmierciożerców. Więc, dlaczego pomogła zamknąć Rowle’a? I Traversa, i Selwyna. A może to też była tylko zmyłka, może nie chciała się wydać? Zrobiła to, żeby zdobywać informacje dla przestępców, pozwoliła im wygrać, dlatego, że wiedziała, że i tak uciekną. – Och, Pansy, dlaczego?! – pomyślał zrezygnowany.
- Owszem, mogła.
- Co wy jej zrobiliście?
- Nic. Mówił ci ktoś, że jesteś przystojny? Szkoda będzie tak ślicznej buźki, zresztą i tak nie chcesz zdradzić strategii. Najwidoczniej będę musiała sama jej poszukać, tymczasem przyjemnej drogi do piekła – mruknęła z uśmiechem. – Ava…
- Expelliarmus! Drętwota! – krzyknął szybko. Z determinacją i złością. Ciało kobiety z łoskotem upadło na podłogę. Jej spojrzenie był rozkojarzone, ale przesycone wściekłością i nienawiścią. Od razu wysłał wiadomość po Granger.
Nie trzeba było długo na nią czekać, pojawiła się chwilę później w eskorcie dwóch strażników. Spojrzała na niego z niezrozumieniem.
- Długo czekałeś – mruknęła Hermiona i podeszła bliżej kobiety.
- Musiałem dowiedzieć się odpowiednich rzeczy – odparł spokojnie.
- Nie, nie miałeś takiego prawa. Twoim obowiązkiem było niezwłoczne rzucenie zaklęcia i poinformowanie mnie.
- Słucham?! Chyba źle cię zrozumiałem, Granger.
- Zabierzcie Clarissę Clare do Sali Obrad, Harry Potter przekaże wam dalsze instrukcję – zwróciła się do dwóch mężczyzn. Gdy zniknęli za drzwiami spojrzała na Malfoya. Stał dziwnie zirytowany, jakby zezłoszczony. Nie rozumiał, o co chodzi. – Zbieraj się. Idziemy do miejsca, o którym nikt nie pomyślał, żeby obserwować.
- Czyli?
- Odwiedzić naszą szaloną parkę – mruknęła tylko to w odpowiedzi.

***

Zmrużyła niebezpiecznie brwi. To była walka z gatunku tych na śmierć i życie. Nie mogła się cofnąć, gra się rozpoczęła i nic nie wskazywało na to, żeby miała się skończyć. Nie miała zamiaru się poddawać.
- Kapitulujesz? – zapytał szyderczo mężczyzna.
- Nigdy, zapomnij o tym! – warknęła.
Nie da mu tej satysfakcji, stawka była zbyt wysoka, nie poświęci się! Czekała na jakikolwiek ratunek, ale ten nie nadchodził. Bała się zrobić kolejny krok, ale nie miała wyjścia… Jeszcze chwila, sekundy mijały, tworzyły się minuty… Czuła jak kropelki potu zbierają się na jej czole, gdy stawiała kolejny krok do przodu.. Nie! Nie, nie nie!!! Niech Merlin ma ją w opiece…
Przegrała.
- Szlag – mruknęła Rose.
- Wygrałem – rzucił radośnie Blaise. – Właśnie zbankrutowałaś. – Wskazał dłonią na rozłożoną planszę do czarodziejskiego biznesu.
- Po prostu miałeś lepsze lokalizację. Dziurawy kocioł jest bardzo dochodowy! – mruknęła.
- Nie tak jak Stadion Czarodzieja, ty po prostu nie umiesz dostrzegać atutów swoich nieruchomości – odparł śmiejąc się głośno i powolnie zbierając swoje monety. Tak, by podświadomie liczyła ich ilość.
- Jesteś okrutny – warknęła i wydęła lekko usta.
- A z ciebie jest straszna bizneswoman.
- Nigdy więcej z tobą nie zagram!
- Zawsze tak mówisz.
Nagle znikąd w salonie, tuż przed Blaisem i Rose, zmaterializowali się Draco i Hermiona. Panna Granger spojrzała na minę Rose i planszę i roześmiała się głośno.
- Znów cię ograł? Po co w to grasz skoro nie umiesz, Rose. A ty Blaise okazałbyś jej, choć trochę wyrozumiałości – stwierdziła uśmiechając się szeroko.
- I kto to mówi, co?! To ty zawsze ogrywasz ją w karty.
- Tak, oczywiście – mruknęła Rose. – Mówcie, jaka to okropna jestem w jakiekolwiek gry.
- Kiedy to prawda! – rzucił nagle Draco. – Ostatnio, gdy odwiedzałem Blaise’a wygrałem z tobą w szachy.
- Nie martw się, Rose! Brak talentu do gier wynagrodzono ci w urodzie! – powiedział z uśmiechem Blaise.
Prychnęła tylko i odwróciła głowę. Nie mogła jednak wytrzymać i po chwili zaniosła się śmiechem wraz z pozostałymi.
- Co was sprowadza w moje skromne progi? – zapytał po chwili Zabini.
- Potrzebne nam miejsce, gdzie w spokoju moglibyśmy przedyskutować pewne… kwestie – odparła Hermiona.
- Ah, rozumiem, tajna schadzka. Blaise powinieneś udzielić zgody na to, aby tych dwoje kochanków mogło dać upust swej miłości.
- Kwestie wagi państwowej – dodał po chwili Draco.
- Jak wolicie to nazywać – odparł Blaise. – Chodź, Rose, dajmy im chwilę samotności.
Gdy już mieli zniknąć za drzwiami obydwoje oberwali poduszkami.
- Patrz, jacy zgodni! – mruknęła do Blaise’a Rose.
- To takie romantyczne.
Kolejne poduszki mknęły w ich kierunku.
Hermiona odczekała chwilę, po czym odezwała się spokojnie.
- Co ci powiedziała?
- Że pracuje dla Jugsona, chciała strategię misji, którą ostatnio omawiano.
- Tyle to ja wiem – mruknęła kpiąco.
- Pansy, Pansy Parkinson jest… Ona was okłamuje! Nie wierzcie w jej słowa, ona też dla niego pracuje.
- Mhm… – westchnęła Hermiona. – Coś jeszcze?
- Zebrali armie, mają zamiar spalić Azkaban, wypuścić więźniów, zabijać ludzi. Wspominała coś o tym, że przez to będziesz zbyt zajęta na uganiania się za nimi.
- Nic ciekawego…
- Granger! Cholera! Wyglądasz seksownie, gdy tak spoglądasz ze znudzeniem, ale to już przesada.
- Sądziłam, że powie ci coś interesującego, szkoda, że tak nie było. No cóż, wracamy.
- Żartujesz, prawda? – Patrzył na nią z irytacją. – Nie, ty nie żartujesz! Jak możesz tak zlewać to, co do ciebie mówię! Halo, mnie się nie olewa!
- Masz wysokie mniemanie o sobie – odparła z uśmiechem.
- Oczywiście, że tak, jak mógłbym nie mieć, jestem Malfoyem.
- Powiedz mi, proszę, czemu przy każdej możliwej okazji podkreślasz to jak masz na nazwisko?
- Zboczenie rodzinne. – Jego rozbrajający uśmiech ani trochę nie rozproszył Hermiony, choć taki był jego zamiar.
- Dość dziwne zboczenie.
- Ciesz się lepiej, że znasz tylko to…
- A jest ich więcej? – zapytała z ciekawością.
- Każdy ma jakieś tajemnice. Rodzinne, osobiste, albo zawodowe…
- I tak nic ci nie powiem – odparła z uśmiechem. Przybliżył się do niej, zatrzymał się bardzo blisko i z ciekawością spoglądał w oczy.
- A jeśli poproszę?
- Zabawne. Znam cię dość długo, żeby móc wywnioskować, że ty nie prosisz – stwierdziła z uśmiechem.
- A jeśli to zrobię…?
- Najpierw musiałbyś to zrobić.
- Wolałbym mieć gwarancję – odparł lekko przekrzywiając głowę i unosząc kącik swoich ust. Jego uśmiech wydawał się być ironiczny, a jednocześnie świadczył o pewności siebie.
- Wolałabym to usłyszeć.
- Proszę… - powiedział cicho przeciągając litery. Delikatnie pochylił się w jej kierunku i już miał ją pocałować, gdy z uśmiechem mu przerwała.
- Nie, Malfoy. Nic ci nie powiem. – Pstryknęła palcami, a po chwili zniknęła z cichym odgłosem.
Zdezorientowany Draco rozejrzał się wokół siebie, ale nic nie powiedział. Sam po chwili się teleportował.
- A było tak blisko! – warknął Blaise. – Nie wierzę, musisz koniecznie porozmawiać z Granger. Już prawie mieliśmy ich w garści.
- Idioto, ona zrobiła to specjalnie! – rzucił Rose. Pochyliła się i podniosła z ziemi kawałeczek pergaminu. Magiczna wiadomość.
Nie ładnie podglądać…
- Serio – mruknął Blaise. – Granger to prawdziwa Ślizgonka.
- Też to zauważyłeś? – odparła z ironią Rose. – Jej się nie daje nigdy przechytrzyć!
- To jak nam się to udaję? Plan i w ogóle?
- Może ona tylko pozwala nam tak myśleć… – Sama siebie zaskoczyła tym stwierdzeniem. 

19 komentarzy:

  1. Super rozdział, naprawdę bardzo mi się podoba 😊.Moze dlatego ze z niecierpliwością na niego czekałam. Juz nie mogę się doczekać następnego ;)
    Pozdrawiam serdecznie
    Zosianna

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział bardzo fajny :)
    Narcyza i Lucjusz w tym opowiadaniu są po prostu genialni. A Narcyza to już przechodzi samą siebie :D
    Hermiona w rozmowie z aurorami była bardzo pewna siebie. Lubię ją taką. Hmm ktoś tu chyba jest fanem autora "Małego Księcia" skojarzyłam po nazwisku Leokadii ;)
    Draco jaki waleczny, za nic w świecie nie wyda strategii (brawa dla niego) Szkoda tylko, że to nie zrobiło wrażenia na Hermionie
    Rose i Blaise prawdziwi hazardziści! Kibicuję tej parze, pasują do siebie tak jak Draco do Hermiony :D
    Oczywiście czekam na next i życzę weny na więcej!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :)) "Mały książę" to fascynująca, wciągająca i wzruszająca książka, uwielbiam ją :D

      Usuń
  3. Umieram ze śmiechu. To jest genialne. Niech wena będzie z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Ale nie umieraj, będę mieć wyrzuty sumienia... :3

      Usuń
  4. Nie no Cyzia i Lucjusz wymiatają!!! Cały czas się śmieję :D nie wiem skąd Ty dobierasz pomysły ale mam jedną maleńką prośbę - nie przestawaj! No i oczywiście Draco i Hermiona jak zwykle genialni! Mam ochotę na więcej, więc szybko dodawaj kolejny rozdział! Pozdrawiam Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhaha! Dziękuję, a pomysły, cóż, wzięte z życia... Jest ono doprawdy, hm, przepełnione dziwnymi znajomymi :*:D

      Usuń
  5. Super, jak zwykle :) Och, nie mogę się doczekać następnego rozdziału ❤ Cyzia, jak zwykle najlepsza 😊 Draco - mrau ;* Jak ja go kocham 😍
    "- Może ona tylko pozwala nam tak myśleć…"
    Trochę mnie to zaniepokoiło.
    No cóż, pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I miało zaniepokoić :D, ale jak będzie, nie powiem! :D Dziękuję! :D

      Usuń
  6. Rozdział jest genialny:) uwielbiam tego bloga i nie mogę się przestać śmiać czytając rozdziały:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się ogromnie! Tak samo mocno dziękuję za miłe słowa! :)

      Usuń
  7. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award. Po szczegóły zapraszam do siebie :)

    dramione1997-1998.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! Oczywiście, odpowiem :D

      Usuń
  8. Nie myśl, że o tobie zapomniałam ;)
    Cały czas obserwowałam losy czwórki bohaterów i jestem pod wrażeniem :)
    Z niecierpliwością czekam na więcej :*
    Życzę weny :D
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział super ;)
    Rozmowy Lucjusza i Narcyzy nie mają sobie równych... Kto by pomyślał, że wybór koloru serwetek może wprowadzić tyle nerwów ;)
    Draco i Herm całkiem nieźle sobie poczynają. Czekam niecierpliwie na dalszą ich współpracę, bo ich rozmowy są zawsze ciekawe.
    Za to parka Blaise i Rose jest po prostu genialna. Uwielbiam ją a szczególnie ich pomysły ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję! :D Cieszę się, że się podoba! :D :*

      Usuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!