niedziela, 5 marca 2017

Moja Granger

Moja Granger

Grudzień 2000
Londyn spowijały ciemne chmury, z których powolnie na ziemie spadały grube płatki śniegu. Hermiona otulona ciepłym szalem przedzierała się przez zatłoczoną ulicę. Zbliżało się Boże Narodzenie, a ona jeszcze nie znalazła prezentu dla Draco. Miała już przygotowane podarunki dla każdego, nawet państwa Malfoy, ale ten najważniejszy prezent sprawiał jej najwięcej kłopotu. Bo co podarować chłopakowi, który tak właściwie ma wszystko? Miotłę? Książkę? Perfumy? To wszystko zdawało się jej takie bezosobowe, nic nieznaczące i nieczułe, a jej przecież nie o to chodziło.
Westchnęła przeciągle. Może powinna skorzystać z awaryjnej listy prezentów podesłanej przez Narcyzę? Co prawda nie była pewna czy Draco, mężczyzna, który od dawna ma skończone dwadzieścia lat, ucieszyłby się z misia-tulisia, ale może warto spróbować?
Roztargniona pokręciła głową i weszła do kawiarni, w której umówiona była z Ginny i Rose. Przyjaciółki już na nią czekały.
– Wyglądasz mizernie… – szepnęła Ginny.
– Lepszym określeniem byłoby strasznie – skomentowała Rose i posłała w stronę Hermiony pokrzepiający uśmiech.
Hermiona prychnęła i zajęła miejsce na kanapie, wcześniej zdejmując swój szal i ciepły kożuszek. Z ulgą przyjęła filiżankę gorącej czekolady, podawaną przez kelnerkę. Zapewne któraś z przyjaciółek zamówiła ją dla niej.
– Co tam u was słychać? – spytała z napięciem w głosie Hermiona.
– Hermi…? Co się stało? – Rose pochyliła się w stronę przyjaciółki.
– Za trzy dni Boże Narodzenie! – jęknęła załamana, a Ginny i Rose wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
– I co w związku z tym?
Hermiona westchnęła i podniosła swoją głowę. Dziewczyny na pewno jej nie zrozumieją; one już miały prezenty. Rose postanowiła przygotować dla Blaise’a szalony wypad w Alpy. Zaplanowała, że wyjadą zaraz po Bożym Narodzeniu, a wrócą na Sylwestra. Hermiona była pewna, że Blaise’owi ten pomysł niezwykle się spodoba i nie chodziło tu o możliwość pojeżdżenia na nartach, a o klimatyczny pobyt w górskiej chacie przez kilka dni tylko we dwoje…! Ginny za to postawiła na coś zupełnie nieoczywistego, a zarazem fantastycznego. Uruchomiła wszystkie swoje kontakty, aby zorganizować Harry’emu spotkanie z niegrającym już od dawna Józefem Wrońskim. W tym celu na początku stycznia mają udać się do Krakowa, gdzie od zakończenia swojej kariery mieszka słynny gracz.
A ona, co zrobiła dla mężczyzny, którego kochała?
Odpowiedź brzmi: nic! Bo nie ma pojęcia, co mogłaby zrobić!
– Nie mam prezentu dla Draco… – W jej głosie brzmiało zrezygnowanie i smutek. Listo Narcyzy – Hermiona nadchodzi!
– Daj spokój, na pewno coś wymyślisz!
– Gin, przez trzy dni?! Co ja mam zrobić, zorganizować mu wakacje na biegunie?! – warknęła Hermiona i nagle ją olśniło.
Ginny i Rose widząc jej niespodziewane ożywienie wymieniły spojrzenia pełne strachu, ale i zaciekawienia, a jeśli ona naprawdę myślała o tym biegunie?

***

Harry początkowo czuł się nieswojo w towarzystwie dwóch Ślizgonów, ale można powiedzieć, że brakowało mu tej męskiej solidarności i wieczorów przy szklaneczce whisky. Ron wciąż podbijał Berlin, a z tego, co Harry’emu zrelacjonowali Draco i Hermiona ze swojego pobytu w niemieckim ministerstwie Ronowi słabo to wychodziło…
Teraz jednak po długim czasie, jaki spędzał wielokrotnie z Draco i Blaise’em czuł się w ich towarzystwie doskonale. Odzywała się wtedy w nim ta natura, za którą Tiara Przydziału chciała wpakować go początkowo do Slytherinu. Uwielbiał z nimi żartować i robić kawały, a dodatkowo uwielbiał jedzenie, jakie podawano u Draco – z reguły to w Malfoy Manor się spotykali. Ciasta i inne smakołyki były tam wręcz nieziemskie i Harry nie mógł przez długi czas wyjść z podziwu. Raz nawet zastanawiał się nad tym, czy nie lepiej byłoby gdyby zabrał – tak niepostrzeżenie – skrzata odpowiedzialnego za takie pyszności! Zaraz jednak zrezygnował z tego pomysłu – nie chciał narażać siebie na gniew pani Malfoy.
Był późny wieczór poprzedzający Wigilię. On, Draco i Blaise siedzieli w salonie wraz z ojcem Draco. Lucjusz palił jedno ze swoich chorobliwie drogich cygar – korzystał z nieobecności swojej żony, która postanowiła odwiedzić przyjaciółki. Harry w skupieniu obracał szklaneczkę wypełnioną do połowy złotym płynem. Ognista whisky z każdym lekkim przechyleniem oblewała brzegi szklaneczki i zostawiała po sobie rdzawą poświatę. Melancholię, która panowała pomiędzy mężczyznami, przerwał Draco. Chrząknął głośno, by zwrócić na siebie uwagę. Harry uniósł głowę, zmrużył oczy i zaczął uważnie przyglądać się przyjacielowi. Napięty wyraz twarzy Draco sprawił, że Harry zmarszczył brwi.
– Muszę wam coś powiedzieć… – zaczął i sięgnął do kieszeni marynarki.
To, co z niej wyjął sprawiło, że Blaise zaczął się histerycznie śmiać, Lucjusz upuścił cygaro i niemal spalił gruby puchaty dywan, a Harry padł jak długi na fotel, zalewając whisky ulubioną poduszkę Narcyzy.
Nie trzeba chyba mówić, że plamy po ognistej whisky nie schodzą nawet za pomocą czarów…

***

Wigilijny wieczór zapowiadał się niezwykle. Kolacja miała mieć miejsce u Hermiony tak jak w poprzednich latach i tak jak w ubiegłym roku mieli być na niej tylko najbliżsi przyjaciele. Hermiona nakryła stół dla sześciu osób, Ron niestety nie dał rady przyjechać na Wigilię i miał zjawić się dopiero w jutrzejszy, bożonarodzeniowy poranek.
Gdy wszystko było gotowe i czekało na przyjście gości, uśmiechnęła się z dumą. Jej mieszkanie nie wyglądało tak jak wcześniej. Oprócz stołu, krzeseł, małego stolika kawowego i wielkiej sofy zniknęły inne meble. Hermiona całkowicie zmieniła charakter swojego domu. Goście, gdy tylko wejdą poczują się jakby byli w samym środku lodowego pałacu z bajki o Królowej Śniegu – ukochanej baśni Draco… Ściany przy odrobinie magii Hermiony stały się teraz lodowe, z sufitu zwisały sople lodu, a mimo że w pomieszczeniu nie panował żaden chłód dzięki odpowiedniemu zaklęciu z ust gości będą wydobywały się kłęby pary. Podłogę zaś pokryła gruba warstwa śniegu, która uginała się pod ciężarem ludzkich stóp. Szyby w salonie były oszronione, a nad stołem – zupełnie jak w hogwarckiej Wielkiej Sali – zwisały świece. Ogień w kominku płonął i rzucał cienie na ściany, a niedaleko stołu stała wielka, zielona choinka przystrojona milionem świecących złotem i srebrem lampek. Gdzieniegdzie nie mogło zabraknąć oczywiście wiszącej jemioły…
Hermiona uśmiechnęła się z zadowoleniem i położyła pod choinką swój prezent dla Draco: śnieżną kulę z figurkami – które są ich wiernymi, zaczarowanymi kopiami – w środku. Gdy tylko Draco potrząśnie kulą ich mini wersje zaczną tańczyć wśród wirujących płatków śniegu, by na koniec złączyć swoje usta w pocałunku.
Podeszła do lustra i jeszcze raz przyjrzała się swojemu wyglądowi. Swoją sylwetkę podkreśliła idealnie skrojoną, długą suknią w kolorze brzoskwini, obsypaną jakby drobinkami złota. Włosy ułożyła w loki i wpięła w nie małe kryształki, które sprawiły, że całe włosy lśniły pod wpływem światła bijącego z świec tak jak lód pod wpływem słońca. Wyglądała ślicznie i sprawiała wrażenie królowej całego tego lodowego królestwa.
Nim Hermiona zdążyła chociażby mrugnąć ktoś zadzwonił do drzwi. Na korytarz weszła Rose wraz z Blaise’em i od razu stanęli jakby porażeni. Zdawali się okazywać stuprocentowe zaskoczenie i szok, to co się stało z mieszkaniem Hermiony przeszło ich najśmielsze oczekiwania.
Blaise, jako pierwszy uświadomił sobie, jaką baśniową krainę ma przypominać dom Hermiony i od razu uśmiechnął się szelmowsko.
– Jak mniemam to twój prezent dla Draco? – spytał i nie czekając na jej odpowiedź, dodał: – Na pewno padnie z zachwytu…
Rose jednak nie odzywała się ani słowem tylko rozglądała się wciąż oniemiała. W końcu z trudem wykrztusiła z siebie jedno zdanie:
– Jakim cudem nie studiujesz transmutacji?
Hermiona roześmiała się i podeszła, żeby przytulić przyjaciółkę. Starała się objąć ją jak najdelikatniej, aby nie zniszczyć jej stroju. Rose jak zwykle wyglądała bajecznie. Miała na sobie piękną turkusowa suknię, która od razu przykuła uwagę Hermiony. Jej góra była koronkowa, ale plecy pozostały odkryte. Tiulowa spódnica zaś była gładka i lekko rozkloszowana. Z przodu sięgała Rose za kolano z tyłu zaś niemal ciągnęła się po ziemi.
Blaise i Rose nie mogli wyjść z zachwytu, zresztą tak samo jak Ginny i Harry. Zjawili się zaledwie parę minut po nich i też stanęli oniemiali w korytarzu, nie mogąc wydusić z siebie słowa.
– McGonagall byłaby z ciebie dumna – powiedział wyraźnie oczarowany Harry.
Ginny zaś zaśmiała się głośno i pokręciła głową, tak że jej koczek niemal się rozleciał.
– Nie tylko McGonagall byłaby dumna, cholera, Hermiono! Za to ozłociłaby cię każda osoba, która na co dzień zajmuje się transmutacją!
Zbliżała się już dwudziesta. Od piętnastu minut w lodowym mieszkaniu Hermiony panował przyjemny gwar. Niestety sama lodowa królowa nieco się niecierpliwiła. Dochodziła dwudziesta, a Draco wciąż nie było. Nagle jednak Rose zawołała głośno:
– Cisza!
Wszyscy spojrzeli na nią w zaskoczeniu, ale umilkli, wtem odezwała się Ginny.
– Słyszycie? Ktoś puka?
Hermiona ruszyła pędem do drzwi i otworzyła je na oścież; przed nią stał cały czerwony z wysiłku Draco.
– Od piętnastu minut staram się dostać do mieszkania! – warknął z pretensjami w głosie. – Poczułem się jak rok temu, kiedy też nie raczyłaś mi otworzyć!
– Rok temu?
Hermiona zmarszczyła brwi i nagle przypomniała sobie o tym, że faktycznie rok temu, ktoś dobijał się do niej koło jedenastej w nocy. To Ginny, czy Rose – już nie pamiętała, która z nich – usłyszała ten dźwięk.
– Czego ty wtedy ode mnie chciałeś?
Draco zaśmiał się cicho i pocałował Hermionę w czoło.
– Chciałem uświadomić ci, że będziemy razem pracować, bo nie mam zamiaru rezygnować z takiej posady, a tym samym całkowicie zniszczyć ci święta.
– Romantycznie – prychnęła Hermiona i przepuściła Draco w drzwiach. Mężczyzna niemal zachłysnął się nabieranym z głośnym sykiem powietrzem.
– Czy to…?
– Wesołych świąt, Draco.
Wigilia jak zwykle rozpoczęła się wzajemnym złożeniem życzeń. Draco i Blaise życzyli Harry’emu i Ginny szybkiego dorobienia się potomstwa, na co młode małżeństwo zareagowało zakłopotanymi minami, a Harry nawet się zapowietrzył! Wyglądał niczym czerwony balon, tyle że z uszami. Życzenia Hermiony i Draco były pełne czułości i miłości. Kto by pomyślał, że tych dwóje może połączyć tak silne uczucie? Najbardziej specyficzne okazały się jednak życzenia wymienione między Blaise’em i Rose. Mimo że były pełne złośliwości to przebijała się przez ich słowa wielka czułość, fascynacja i oddanie. Nie da się ukryć, że tych dwoje było w sobie niesamowicie zakochane, mimo że starali się ukryć to przed całym światem.
– Uwaga…
Draco wstał z miejsca, tuż po tym jak rozdane zostały ostatnie prezenty. Wciąż był zafascynowanym podarunkiem od Hermiony – nie da się nawet opisać tego jak bardzo spodobała mu się śnieżna kula.
– Chciałbym coś powiedzieć… A właściwie o coś spytać…
Draco przeczesał włosy i spojrzał na Harry’ego i Blaise’a, ci kiwali mu delikatnie głową. Draco w końcu odetchnął głęboko i podszedł do Hermiony. Wręczył jej starannie zawinięte w srebrny papier pudełeczko. Hermiona drżącymi dłońmi zaczęła rozwiązywać pakunek. Zarówno w jej oczach jak i oczach Ginny i Rose zaczęły lśnić łzy. Wszystkie trzy przeczuwały, co znajduje się w środku. Gdy Hermiona zobaczyła tak doskonale znany jej pierścień, który wcześniej zdobił szczupłą dłoń Narcyzy, zaczęła płakać.
Draco uklękną przed Hermioną i ujął obie jej dłonie w swoje.
– Hermiono, kocham cię niesamowicie mocno i mimo, że spotykamy się całkiem krótko i mimo że wcześniej nasza relacja wyglądała tragicznie – Hermiona zaśmiała się słysząc jego słowa, a Draco uśmiechnął się szerzej i mówił dalej: – to chciałbym prosić cię o coś, o co może nie powinienem jeszcze prosić, ale robię to, bo nie wyobrażam sobie życia bez ciebie ani chwili dłużej. Wyjdź za mnie i proszę bądź moją żoną. Tak jak wcześniej byłaś moją Granger, tak teraz bądź moją Malfoy…
Hermiona zaczęła jeszcze głośniej płakać i rzuciła się na szyję Draco. Oboje upadli w śnieg, który pokrył całe ich ciała. Ich usta złączyły się w czułym, delikatnym pocałunku, przy akompaniamencie głośnych oklasków. Gdy Draco pomagał wstać Hermionie Ginny spojrzała pełnym miłości wzrokiem na Harry’ego. A gdy Draco wsuwał rodowy pierścień na palec Hermiony, Blaise’owi udało się odnaleźć dłoń Rose i ścisnąć ją mocno.
Każde odnalazło swoje szczęśliwe zakończenie. A wszystko dzięki temu, że jeden auror wymienił innego.

***

I tak o to moi drodzy przychodzę z ostatnim dodatkiem. Wiem, mówiłam o jeszcze dwóch, ale okazało się, że całość dam radę zamknąć tylko w jednym… Cóż, to zaskakujące, bo tak jakby kończę tę historię po raz drugi. Bo owszem, jest to koniec, taki jak większość oczekiwała – zaręczyny :).
Na tym blogu spędziłam ładny kawałek swojej blogowej kariery. Pierwszy post pojawił się tutaj 5 lipca 2014 roku, a więc to całkiem dawno. Było Was ze mną tutaj naprawdę sporo, o czym świadczy ponad 130 tysięcy wyświetleń i wiele komentarz, a także obserwatorów. Nie powiem, że czuję się jakoś nadzwyczajnie, albo strasznie, prawdę mówiąc mam wrażenie, jakby to opowiadanie skończyło się dla mnie już dawno, po opublikowaniu epilogu, a ten dodatek jest tylko takim ostatecznym pożegnaniem z tym blogiem :). Muszę Wam wyznać, że uwielbiam tę historię, i zawsze pozostanie w moim sercu.
Na koniec chciałabym podziękować wszystkim, który byli ze mną tak długo, a przede wszystkim, chcę podziękować dziewczynom, które komentowały te dodatki! Dziękuję, jesteście wspaniałe :*!
Cóż, jeszcze tylko chcę dodać, że cały czas możecie mnie znaleźć na Wschodzie słońca, gdzie serdecznie zaprasza.
Do napisania, kochani!
Charlotte Petrova

3 komentarze:

  1. Witaj! :)
    Przepiękne opowiadanie, pomysłowa historia i wymarzony happy end! Wielka przyjemność czytania, bardzo dziękuję :)
    Pozdrawiam
    Ira

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko kocham Twoje opowiadanie i jest mi strasznie smutno,że to już koniec. Mimo,że zakończyłaś je już jakiś czas temu te dodatki były takim świetnym dopełnieniem tej historii.
    Będzie mi ich bardzo brakować. :(
    Pozdrawiam :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest mi niezmiernie smutno, że to już ostateczny koniec tego opowiadania. Dziękuje Ci za każdy jeden rozdział i dodatek, uświadomiłam sobie od jak dawna jestem Twoją fanką. Nie byłabym w stanie wyobrazić sobie tego zakończenia lepiej, naprawdę się popłakałam czytając fragment z zaręczynami <3
    No cóż... To chyba znak, że pora zacząć Twoje drugie opowiadanie
    ~Mad

    OdpowiedzUsuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!