wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział 11

Cześć miśki,
co tam u Was? Jak świąteczna atmosfera? Nie mogę uwierzyć, że już jutro Wigilia! U mnie w domu bardzo tłoczno :). Ale mimo to wspaniale, większości osób nie widziałam od Wielkanocy, więc jestem bardzo szczęśliwa :D ! A jak wy wczuwacie się w klimat bożonarodzeniowy? Piszcie w komentarzach :) !
Rozdział jest pełen akcji, naprawdę! Dużo się w nim dzieje, ale mam nadzieję, że się nie zawiedziecie. Wydaje mi się, że końcówka Wam się spodoba ^^ !
Serdecznie dziękuję Rosenatorce za sprawdzenie rozdziału, jesteś wielka! Dziękuję! To właśnie Tobie dedykuję jedenastkę! <3
Wszystkie osoby, które jeszcze nie czytały serdecznie zapraszam na miniaturkę, którą wstawiłam ostatnio :) Szeptem...
Na koniec jeszcze dodam malutki rozkładzik, haha:
- Miniaturka II - 30 grudnia
- Rozdział 12 - 6 stycznia
- 5 różnych drabble - 16 stycznia
- Rozdział 13 - 25 stycznia
Buziaki! :*
Charlotte

***

Mały, niegroźny smoczek…

17 stycznia 1999, wieczór, około godziny 8.00
Ostatni raz poprawiła swoje włosy i z westchnieniem otworzyła drzwi. Przed nią stał szeroko uśmiechnięty Blaise z bukietem czerwonych róż. Zazgrzytała ze złością zębami: Czy to, że jej imię to Róża oznacza od razu, że lubi róże? No właśnie, nie! Ona ich nie znosi!
- Witaj, Rosi! – Przywitał się entuzjastycznie, nieznacznie się skrzywiła i ostrożnie przyjęła bukiet. – Pięknie wyglądasz! – Kiwnęła lekko głową.
- Dziękuję – mruknęła niemrawo. Chciałaby mieć już ten wieczór z głowy.
Ruszyła w stronę przestronnej kuchni, urządzonej w odcieniach beżu i fioletu. Gwałtownym ruchem wstawiła kwiaty do wazonu i od razu postawiła je jak najdalej od siebie.
- Rosi, kochanie, wyglądasz blado. Czy to moja wina, słońce? Aż tak cię onieśmielam? – spytał z figlarnym uśmiechem. Rose miała ogromną ochotę pacnąć go w tą jego głupią „mózgownicę”. Oczywiście, o ile on posiadał mózg…
- Nie dociera do ciebie, że cię nie lubię? – spytała po chwili i wydęła usta.
Zabini roześmiał się cicho.
- Wszystkie tak mówią. – Rose przyjrzała mu się uważnie. Gdzieś tam, podświadomie ogromnie jej się podobał, ale nie chciała się do tego przyznać, dlatego tak starannie ignorowała jego zaloty. Niech się bardziej i dłużej stara, a co! – Ale ostatecznie zawsze zostajemy parą.
- A nie wiesz, że rude są inne? – mruknęła i zmrużyła oczy. Ona już go nauczy szacunku. Uśmiechnęła się pod nosem, oj nauczy. – My, kochany jesteśmy bardzo wymagające i złośliwe…

***

Ten sam dzień, noc, około godziny 11.00
Starannie układał swoje blond włosy. Żelował, czesał, kręcił, prostował i ponownie żelował. Musiał przecież wyglądać odpowiednio seksownie! Uśmiechnął się do swojego odbicia w lustrze. Ach, jak on cudownie wyglądał! Poczuł, że zakochuje się sam w sobie…
- Jakiś ty przystojny, Smoczku – szepnął słodko i poprawił czarną koszulę, rozpinając jej trzy pierwsze guziczki.
Nie wiedział, że Hermiona od kilku minut stoi w drzwiach i prawie turla się ze śmiechu, oczywiście w głębi swej jakże pięknej duszy. Nie chciała przecież zakłócać tej subtelnej i intymnej chwili Malfoya, sam na sam ze swoim odbiciem. W końcu nie mogąc już wytrzymać, zaniosła się głośnym, gromkim chichotem. Draco podskoczył, nie ze strachu, skądże, on przecież się niczego nie boi, to było zapewne spowodowane ogromnym zaskoczeniem, bo jakże inaczej…
- Co ty tu robisz? – spytał kuląc się ze wstydu.
- Śmieję się – wysapała, nie mogąc przestać chichotać.
- Naruszasz moją przestrzeń osobistą, pozwę cię za to do sądu!
- Taa… powodzenia – powiedziała już trochę spokojniej. – Więc Smoczku wybierasz się na imprezę czy na akcję? – spytała, jej głos ociekał ironią.
Draco prychnął i poprawił swoją grzywkę.
- Wiem, że na mnie lecisz, nie musisz się tego wstydzić, sam bym na siebie leciał.
- A nie lecisz? Sądząc po scenie przed chwilą, wydaje mi się, że chyba jednak lecisz, a nawet więcej, jesteś w związku z samym sobą! – krzyknęła tonem Wielkiego Odkrywcy i uśmiechnęła się sarkastycznie.
- Och, jakaś ty zabawna…
- Prawda? Aż się sama zdziwiłam – rzuciła przez ramię, wychodząc z łazienki. – Ruchy Malfoy, teraz nie ma żartów, ja nie będę ratować ci tyłka, jak potkniesz się o kapiący z twoich kudłów żel.
- Phi, kudły to masz ty, ja mam piękne włosy – odparł mrużąc oczy.
- Marz dalej, Malfoy.
- I tak wiem, że byś mnie uratowała – mruknął uśmiechając się szeroko, niczym głupi do sera.

***

- Nie wychylaj się, idioto – warknęła wściekła Hermiona, ciągnąc Malfoya w dół za rąbek czarnej koszuli.
- Ale mi tu nie wygodnie! – poskarżył się i wydął usta, niczym małe rozzłoszczone dziecko.
- Jesteś nie do wytrzymania – mruknęła.
- Wzajemnie!
- Przymkniesz się sam, czy mam cię uciszyć? – spytała zdenerwowana i zmrużyła zdezorientowana oczy na widok szeroko uśmiechniętego Draco.
- Możesz mnie uciszyć… - wymruczał. – Najlepiej namiętnym pocałunkiem… - Pochylił się w jej stronę, zamykając oczy i układając usta w tak zwany dziubek, Hermiona odsunęła się szybko i Malfoy, ku swej wielkiej rozpaczy zamiast pocałować Hermionę, pocałował zimny głaz, za którym się kryli. Skrzywił się zniesmaczony i zaczął wycierać swoje usta w rękaw koszuli.
- Jesteś wredna! – warknął.
- Też cię lubię!
- Wiedziałem! Na reszcie to przyznałaś! Od razu moje życie stało się barwniejsze…!
- A moje ciemniejsze – mruknęła z udawaną udręką Hermiona. Chyba powoli zaczynała lubić Draco. Pokręciła głową, ukrywając uśmiech, on naprawdę był zabawny.
- Jasne… - rzucił tonem mówiącym: I tak wiem, że to nie prawda. 
- Merlinie, ile tu będziemy jeszcze siedzieć? – Rozejrzała się dookoła wzdychając, nic nie wskazywało na to, że coś ma zacząć się dziać.
- Mnie się pytasz? – prychnął znudzony. – To ty tu jesteś wielką ekspertką od przestępców.
- Nareszcie to przyznałeś, od razu moje życie stało się barwniejsze…! – odparła, uroczo się przy tym uśmiechając.
Draco zaśmiał się cicho.
- Papuga!
Spojrzała na niego i zmrużyła oczy.
- Jak ja jestem papuga, to ty to wrona…
- Miło mi – mruknął. Odwrócił się do niej plecami i wychylił lekko zza kamienia. Rozejrzał się po ogrodzie Rowle’a. Księżyc wznosił się wysoko nad nimi i niskim, brodatym mężczyzną ubranym w różową kurtkę i zielone spodnie…
- O Slytherinie! – wykrzyknął, od razu poczuł szarpnięcie i wylądował na trawie. Ach, ta Hermiona, taka z niej drapieżna lwica.
- Odbiło ci? – syknęła, mrożąc go wzrokiem.
- Ten widok sprawił, że straciłem wzrok – wyszeptał zrozpaczony. Zaintrygowana Hermiona również wyjrzała zza kamienia i potarła zaskoczona oczy, po czym zaczęła zanosić się śmiechem.
- Nie wierzę, że niby to ma być Rowle? Na Rowenę, co on z siebie zrobił!
- Co on zrobił? Ty żartujesz? Popełnił gafę na cały magiczny świat! Nie zakłada się grubej, różowej kurtki do jasnozielonych spodni i to jeszcze zamszowych!
Grangerówna wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami.
- Rozumiem – powiedziała, ostrożnie przyglądając się mu z ironicznym uśmieszkiem.
- No, co? To wina matki – mruknął zażenowany i ponownie wychylił się, a Hermiona tuż za nim. Spojrzeli po sobie zdezorientowani. - Gdzie on jest? – spytał, rozglądając się dookoła.
- O cholera – powiedziała Hermiona.
- Nieładnie tak przeklinać, pani auror.
- Zamknij się! – krzyknęła, rozglądając się dookoła.
- Sama się zamknij.
- Szlag, o tym nie pomyślałam – wyszeptała Hermiona.
- Co?
- Malfoy, wiej! To pułapka! – wrzasnęła i biegiem ruszyła w stronę samotnych sosen oddalonych o kilka metrów.
Posłał jej zdziwione spojrzenie, ale ruszył jej śladem, dosłownie w ostatniej chwili. Parę sekund dłużej i zostałby trafiony ogromną kulą ognia. Zdezorientowany obejrzał się i natrafił na ogromne, czerwone ślepia smoka, wpatrujące się w niego. Krzyknął głośno i piskliwe. Właśnie przestraszył się nie na żarty, przyśpieszył. Jeszcze nigdy nie uciekał tak szybko, eee, nie żeby kiedyś uciekał, on przecież nie jest tchórzem…
Dogonił Hermionę, biegnącą z całych sił, zdyszany ledwo mógł mówić.
- Nie przewidziałaś tego? – spytał z wyrzutem.
- Przykro mi, ale smoka nie spodziewałby się żaden auror – warknęła. – Wiedział, że tu będziemy, miał czas się przygotować – mruknęła cicho. – To nie był prawdziwy Rowle, tylko jakiś jego pomocnik. To była jego zasłona dymna, tak jak ten smok.
- Na co?
- Nie myślisz Malfoy? On pewnie chce zwiać!
- Super, pierwsza misja, a ja już nawalam – mruknął zły.
- Bez przesady…
- Uważaj! – wrzasnął nagle. Hermiona odskoczyła zaskoczona, cudem uniknęła ognistego jęzora. 
- Ta praca jest czasami dołująca, ale mimo wszystko bardzo zaskakująca – mruknęła i skryła się za jednym z drzew, ciągnąc za sobą Malfoya.
Zmrużyła oczy, starając się dojrzeć coś w ciemnościach. Cały czas trzymała różdżkę w dłoni, zaciskała na niej palce z całej siły, jakby bała się, że może ja upuścić. Słyszała głośne bicie serca Draco i mimowolnie się uśmiechnęła. Czuła, że zaczynało dziać się z nią coś złego… Zaczynała lubić Malfoya, a to nie było normalne!
- Słyszysz? – wyszeptał Draco, drażniąc oddechem jej policzek. Wsłuchała się w panującą ciszę, zaraz ciszę? Coś było nie tak…
Tuż przed ich twarzami pojawiły się dwie ubrane w czarne szaty postacie. Celowali różdżkami w zdenerwowaną Hermionę i przestraszonego Draco. Wokół nich kłębił się dym ze spalonych drzew.
- Wspaniała auror Granger, dawno się nie widzieliśmy – zacmokał jeden z nich.
- Travers… – warknęła Hermiona, mrużąc oczy. – Od kiedy to sprzymierzasz się z Rowlem?
- Od kiedy o mało mnie nie zabiłaś, plugawa szlamo – warknął.
- Och, moi kochani. Po co te nerwy? – powiedział drugi mężczyzn – Selwyn.
- Kochani, phi, jakiś ty milusi – mruknął Draco.
- Młody Malfoy? – zapytał zaskoczony Selwyn. – Zostałeś aurorem? Zaskakujące, co na to twój ojciec? 
- Jest ze mnie bardzo dumny!
- Koniec tych pogaduszek, zachowujesz się idiotycznie, Sel – mruknął Travers, załamując ręce. Hermiona spojrzała sugestywnie na Draco, od razu zrozumiał aluzję.
- Nie zarzucaj mi idiotyzmu, idioto!
- Sam jesteś idiota.
- Jak wymyślisz coś oryginalnego to się odezwij.
- Głupi idiota – powiedział dumnie.
Hermiona zacisnęła mocniej dłoń na różdżce i dała sygnał Draco.
- Expelliarmus – wykrzyknął Draco, zaś Hermiona w tym samym momencie oszołomiła kłócącą się parę.
- Wiecie, co? – zapytała z uśmiechem, wiążąc ich ciała liną do jednego z drzew. – Jest takie mugolskie powiedzenie, które właśnie się sprawdziło: Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.
- I co teraz z nimi? – zapytał z ciekawością Draco.
- Ekspekto Patronum – wyszeptała cicho Hermiona, a ognisty feniks wzbił się w przestworza*. – Wysłałam wiadomość do Greckiego Biura Aurorów, zajmą się nimi do czasu złapania przez nas Rowle’a.
- A jak oni się tu dostaną? Zapomniałaś o zakazie teleportacji?
- Jednak mnie słuchałeś – mruknęła z uśmiechem.
- Twoje marzenie, Granger, po prostu coś tam zapamiętałem z tego twojego nudnego monologu…
- Jasne… Wracając: masz mnie za idiotkę…?
- A mogę nie dopowiadać, czułbym się dość niezręcznie…
- Ależ ty zabawny… Sadzisz, że poszłabym na misję z niedoświadczonym aurorem, nie zabezpieczając sobie tyłów? Śmieszny jesteś…
- Ta, dzięki – mruknął zły, Hermiona znów spojrzała na niego z politowaniem, ponownie zaczynał zachowywać się jak dziecko… - Co teraz robimy?
- Idziemy odwiedzić Rowle’a, w końcu to nieładnie z jego strony, że nie przywitał gości….

***

Blaise otworzył jej drzwi. Prychnęła zdegustowana. Dżentelmen się znalazł…. Była zdenerwowana na samą siebie. Nie mogła w to uwierzyć, była tym ogromnie przerażona, ale wieczór w towarzystwie Blaise’a jej się podobał. Była prawie pewna, że to jakiś czar rzucony przez tego psychopatę! Bo przecież inne wyjście było nawet nie do przyjęcia, prawda? 
- Ten wieczór był cudowny! – wykrzyknął uradowany i aż uniósł się w podskokach.
- Taa – mruknęła.
- To do zobaczenia jutro!
- Taa – mruknęła. – Czekaj, co? – krzyknęła zdziwiona, nie przypominała sobie, żeby na cokolwiek takiego się zgadzała!
- Pytałem się ciebie w kinie, czy pójdziemy jutro razem na lunch, a ty powiedziałaś, że oczywiście – powiedział szczęśliwy i ucałował ją w oba policzki, bardzo blisko kącika ust. Poczuła, że się rumieni, choć wciąż była niezdolna, by powiedzieć cokolwiek. – To do jutra słońce! – Pomachał jej i teleportował się szeroko uśmiechnięty.
- Szlag – warknęła zła Rose. Była zbyt dobrą aktorką w udawaniu, że kogoś słucha, ale jak nią nie być, kiedy ma się za przyjaciółkę Hermionę, która ciągle gada o tej swojej pasjonującej historii. Czasami nie dało się już z nią wytrzymać. Szkoda, że Rose nie umiała spać z otwartymi oczami, wtedy byłaby jeszcze bardziej szczęśliwa, bo miałaby spokój, ale wracając, do Zabiniego… Westchnęła, kolejny dzień z jej oprawcą… Smutna wspinała się po schodach, chodź w głębi, w bardzo dalekiej głębi, bardzo, bardzo dalekiej głębi, wręcz ogromnej głębi serca cieszyła się jak dziecko na myśl o ponownym spotkaniu z nim. Wbrew pozorom Zabini był w jej typie, a nawet bardzo w jej typie…

***

- Salazarze! Ile tu stopni! – narzekał rozgoryczony Draco. – Czemu tu nie ma windy?
- Mnie się pytasz? To nie ja budowałam ten jakże przytulny zameczek… - rzuciła z ironią.
Dworek był doprawdy bardzo przytulny… Najbardziej zaś przytulne były pułapki, które w nim zamontowano. Nietoperze w piwnicach, lodowa ślizgawka na parterze i jakże interesująca i imponująca kolekcja średniowiecznych rycerzy, rzucających włóczniami gdzie popadnie na pierwszym piętrze. Tak, było bardzo przytulnie, a nawet aż za bardzo…
- Rowle jest stuknięty – stwierdził odkrywczo Draco. Hermiona posłała mu chłodne spojrzenie. Czy on nie mógł chodź raz się przymknąć?
- Naprawdę? Nie wpadłam na to.
- Wiem. Właśnie, dlatego to mówię.
Zmrużyła oczy i westchnęła w końcu. On chyba nigdy nie przestanie postrzegać siebie, jako człowieka mądrego.
- Stać, bo strzelam! – krzyknął ktoś za ich plecami.
Odwrócili się w stronę dobiegającego głosu. Tuż przed nimi stał Higginbottom** z (prawdopodobnie kurzymi) jajami w rękach.
- Tego to ja jeszcze nie widziałam na żadnej misji – mruknęła cicho Hermiona.
- Gdybym wiedział, że praca aurora jest taka zabawna, już dawno bym się zgłosił na tę posadę! – krzyknął radośnie Draco i roześmiał się.
- Nie żartuję! – wrzasnął przestępca i rzucił pierwszym jajem. Hermiona zgrabnie uchyliła się od pocisku.
- Staczasz się – rzuciła panna Granger i machnięciem różdżki rozbiła wszystkie jajka, a wokół zaskoczonego mężczyzny owinęła grube liny. – Gdzie jest Rowle?
- Phi, sądzisz, że ci powiem? Gdybyś była miła…
- Ale ja nie jestem miła, więc gadaj dopóki jeszcze możesz – warknęła. Coraz bardziej miała dosyć tej misji, była wyjątkowo dziwna, chodź niesamowicie zabawna.
- Nie bulwersuj się, jest w pokoju na końcu tego korytarza, czeka na was, specjalnie odpuścił sobie ucieczkę, gdy dowiedział się, że to słynna Hermiona Granger przybyła, aby zamknąć go w Azkabanie!
- Dziękuje – rzuciła głosem, aż ociekającym sarkazmem i ruszyła we wskazanym kierunku.
- Jaki plan? – spytał Draco.
- Nie ma planu – mruknęła lekkim tonem. Draco pobladł na twarzy. – Przetestujemy, jakie jest twoje działanie pod presją. – Uśmiechnęła się do niego. – Nie daj się zabić, Malfoy.
- Co, ale…
Otworzyła gwałtownie drzwi i od razu uchyliła się przed lecącym w jej stronę zaklęciem. Nie próżnowała śląc kolejne potężne zaklęcia w stronę Thorfinn i dwójki nieznanych mu z nazwisk szmalcowników. Z wahaniem również rzucił się do walki. Strzelał zaklęciami w swojego przeciwnika. Starał się sprytnie dobierać klątwy i zwinnie odbijać te lecące w jego stronę. Z zaskoczeniem odkrył, że jest dużo lepszy i bardzo szybko pokonał blondwłosego mężczyznę. Odwrócił się, szukając drugiego, ale napotkał tylko piękne brązowe oczy Granger. Jeśli go wzrok nie mylił, uśmiechnęła się do niego. Przyglądał się jej przez chwilę z zachwytem. Poruszała się z niezwykłą gracją, zupełnie jak nie ona… Doprawdy, co się z nią stało, gdzie się podziała ta niezdarna kujonka? Otrząsnął się z swojego miłosnego (?) letargu w samą porę, by uniknąć zielonego promienia zaklęcia uśmiercającego. Prychnął zdegustowany.
- Rzucać avadą w niczego niespodziewającego się czarodzieja? I gdzie tu gra far play?
- Nie stosuje się do niej – warknął szmalcownik i ponownie zaatakował. Teraz Draco był zupełnie świadomy tego, co miało nastąpić, więc uchylił się szybko, zaklęciem wytrącił przeciwnikowi różdżkę z dłoni i obezwładnił do. W tym samym momencie Hermiona pokonała Rowle’a, a do pomieszczenia wpadli aurorzy z Greckiego Biura.
- Gratuluję, Malfoy. – Uśmiechnęła się Hermiona. – Właśnie twoja pierwsza, prawdziwa misja została ukończona i to z powodzeniem!
Draco aż podskoczył z radości. Udało mu się! Był tak szczęśliwy, że nie panując nad emocjami porwał w swoje ramiona zdziwioną Hermionę i pocałował ją długo i namiętnie. Ta zaś ku zaskoczeniu nie odepchnęła go! Praca aurora dosłownie potrafi zaskakiwać… 

* --> Zmieniłam na swoje potrzeby, taki tam przedświąteczny kaprys, hahha :D
** --> Postać stworzona na potrzeby opowiadania. 

21 komentarzy:

  1. TAK!!!
    CAŁUS!
    NARESZCIE!
    CAŁUS, CAŁUS, CAŁUS!
    Kochana nawet nie wiesz jaką radochę sprawiłaś mi nowym rozdziałem. A wiedziałam że Draco jak zwykle coś przeskrobie ale żeby aż tak?! Kocham cię <3
    I do tego Blaise.... no cóż... jego też kocham... wszystkich kocham :3
    Pozdrawiam i życzę wesołych i z dużym przypływem weny świąt
    LORA <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah, dziękuję :) Ogromnie cieszę się z Twojej radości :D. Nie sądziłam, że aż tak może spodobać Ci się ten rozdział :). Dziękuję jeszcze raz :)

      Usuń
  2. Hahaha, coraz bardziej lubię Twoje opowiadanie <3 Rozdziały są zawsze takie zabawne, a jednocześnie utrzymane na wysokim poziomie. Widać, że nawet jeśli kreujesz swoje postaci na dość... specyficzne (Draco <3) to jednak mają swojego rodzaju klasę samą w sobie, o :) Chociaż nie lubię takich pewnych siebie facetów, to jednak rozbraja mnie Blaise, któremu wydaje się, że każda dziewczyna (oczywiście pod wpływem odpowiednich czynników) może być jego :D Oj nie ładnie, panie Zabini, nieładnie... Wracając do Draco... no cóż, kocham go jako wrednego, cynicznego, aroganckiego bla bla bla, ale ten Twój po prostu "rozwala system" <3 Jest taki zabawny i dość naiwny, a jednocześnie ma wystarczająco dużo oleju w głowie (a może to tylko jakieś szczęście? :D) żeby nie dać się zabić haha :D
    Wychwyciłam kilka perełek, idealnych po prostu <3
    "- Nie wychylaj się, idioto - warknęła wściekła Hermiona, ciągnąc Malfoya w dół za rąbek czarnej koszuli.
    - Ale mi tu nie wygodnie!"
    "Jeszcze nigdy nie uciekał tak szybko, eee, nie żeby kiedyś uciekał, on przecież nie jest tchórzem..."
    "-Jasne... Wracając: masz mnie za idiotkę...?
    - A mogę nie odpowiadać, czułbym się dość niezręcznie..."
    No i oczywiście padłam, kiedy Draco powiedział "kochani, phi, jakiś ty milusi" :D A amunicjo-jajka... dziewczyno, Twoja twórczość jest tak cudowna, że dzięki Tobie uda się pożegnać najpodlejszy nastrój! :D :*
    Jeśli chodzi o święta to u mnie nie jest co prawda tłoczno, ale na pewno pracowicie :D Mimo wszystko jednak, święta to święta i zawsze tak przyjemnie się o tym myśli :). Życzę Ci kochana wszystkiego co najlepsze! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście miało być nieładnie w dwóch przypadkach, ale czasami za szybko piszę haha :D

      Usuń
    2. Dziękuję :D. Jestem bardzo szczęśliwa, że podoba Ci się ten rozdział :) Uwierz mi, takie słowa sprawiają, że robi mi się cieplej na sercu :**. Jeśli chodzi o te moje dziwne pomysły typy jaja jako amunicja.... aż się dziwię, że się podobają, hhaha. Moja wyobraźnia niestety( albo stety ) nie zna granic :D. Jeszcze raz dziękuję za wszystko, za opinię o rozdziale i życzenia, oczywiście sama również życzę Ci wszystkiego, co najlepsze :)

      Usuń
  3. Twój blog rozwala system XD
    Ten ciapowaty Draco kocham go <3

    Wesołych Świąt :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :**.
      Również życzę Ci wesołych Świąt ! :D

      Usuń
  4. Hahaha, rozdział wyjątkowy, cudowny! Lepszego napisać nie mogłaś. :D Przy każdym rozdziale utrzymujesz tą wesołą nutę i muszę Ci szczerze pogratulować, bo ja nie wiem czy bym potrafiła. :)
    Blaise jest cudowny! Za każdym razem mnie rozwala. Ale Rose już coś do niego zaczyna czuć, więc wszystko zmierza w dobrym kierunku!
    Draco jak zwykle jest słodkim, zapatrzonym w siebie narcyzem, i już widzę, jak się fajnie rumieni, gdy jest speszony! <3 Poza tym akcja przeprowadzona perfekcyjnie, a końcówka... to już w ogóle :D
    Wesołych Świąt!
    I zapraszam do mnie na rozdział 9 :)
    http://niewolnicy-wlasnych-wspomnien.blogspot.com

    Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana! Takie słowa są miodem na moje serducho! :**** Bardzo się cieszę, że Ci się podoba!
      Rose i Blaisiątko.... coś może, może, możeeee będzie ^^
      Jeszcze raz dziękuję! <3
      Również Wesołych Świąt! :)

      Usuń
  5. Kocham Draco fajtłapę, Draco "Jestem przystojniejszy od ciebie", Draco supermana, cynicznego i ironicznego Draco, a najbardziej dzieciaka Draco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi: ja też kocham każdego wymienionego przez Ciebie Draco! <3 Ich po prostu nie da się nie kochać! :O :D

      Usuń
  6. Nareszcie był prawdziwy całus :D Jejejejeje :D
    Rozdział super, misja mega dziwna, a Draco najlepszy na świecie :D
    Wesołych świąt :)
    Pozdrawiam i weny życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, cieszę się, że Ci się podobało :D <3 ! Również Wesołych Świąt życzę! :)

      Usuń
  7. Super rozdział ;)
    Draco jest świetny, pomimo tego, że czasem ma swój własny świat ;) No ale w tym jego urok...
    Nareszcie się pocałowali... Ciekawe jakie Herm będzie mieć teraz wymówki ;)

    Pozdrawiam i życzę miłego odpoczynku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :** ! Hermiona i wymówki, no skądże... ^^ Ona zawsze staje twarzą w twarz z problemem.... ;)

      Usuń
  8. Bardzo dziękuję za dedykację :* Rozdział tak bardzo mi się podobał, że zanim sprawdziłam przeczytałam go kilka razy :) uwielbiam to jak piszesz i ciesze się, że mogłam Ci sprawdzić rozdział :*
    Pozdrawiam,
    Rosenatorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co! To ja Ci bardzo dziękuję! :) Czuję, ze zaraz się zarumienię! :O :D

      Usuń
  9. Końcówka cudowna ;) uwielbiam dramione więc cieszę się jak małe dziecko :D Twój Draco jest taki zabawny i ukończył misję z powodzeniem (brawa dla tego pana) Może nie jest zbyt dobrym aurorem, ale daje radę a to najważniejsze ;)
    Oczywiście momentami pękałam ze śmiechu Twoje poczucie humoru jest mega :D
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!