sobota, 3 października 2015

Rozdział 22, cz. 1

Witajcie, kochani.
Jest rozdział, przepraszam, że dopiero teraz, ale miałam małe problemy techniczne. Rozdział owszem miał 15 stron, ale postanowiłam go podzielić, dziś prezentuję wam pierwsze siedem stron. Głównie podzieliłam go przez wzgląd na to, że nie chcę robić dwutygodniowych odstępów, a takowe musiałbym zrobić. Wierzcie szkoła męczy, zabiera czas, ale szczerze: lubię to :D
Dziękuję za komentarze, wyświetlenia, obserwowania i ogólnie wszystko, bardzo, bardzo mocno!
Na drugą część zapraszam 10 października. Rozdział 23 planuję wstawić 24 października, ale nic nie obiecuję, mam masę pracy, przepraszam.
Pozdrawiam!
Charlotte
***

Rozdział 22, cz. 1:
Dziwny stan: zakochanie

20 stycznia 2000
- Pomożecie nam? – Blaise wlepił swoje psie spojrzenie w państwo Malfoy. Narcyza roześmiała się głośno, a jej mąż zmarszczył śmiesznie brwi. Rose była zaskoczona tym jak tacy poważni, arystokratyczni ludzie z opowieści Harry’ego i Hermiony w rzeczywistości byli tacy wyluzowani i zabawni. Nie mogła się doczekać, kiedy opowie o tym Mionie. Zresztą, nie będzie musiała opowiadać. Sama się o tym przekona już niedługo. Bo Rose już się postara, aby Hermiona pojawiła się na przyjęciu i wszystkich powaliła na kolana.
- Ty się jeszcze pytasz? Oczywiście, że tak. Ja chce wnuki! – rzuciła Narcyza.
- Hermiona raczej nie chciałby jeszcze dzieci – wtrąciła się cicho Rose. Oj, nie chciałaby. Ona znakomita i niezaprzeczalnie najlepsza aurorka ostatnich lat, owszem pragnęła zostać matką, ale dopiero, gdy spełni wszystkie swoje marzenia!
- Ale kiedyś zechce, prawda? – Rose kiwnęła głową, a Lucjusz uśmiechnął się triumfalnie. – Czyli mamy gwarancję, że z nią, jako synową kiedyś doczekamy się takich, malutkich, słodziutkich bobasków. Takich tyci, tyciu, miam, mniam i słodziuśnych, ojeje, jeja…
Rose zbarczyła brwi, lekko przechyliła głowę, Blaise pochylił się w jej stronę.
- Wuj Lucjusz, jakby to powiedzieć, bardzo lubi małe bobaski.
- I będę mógł je przewijać, i karmić, i kupię miotłę, oczywiście Błyskawicę, moje wnuczęta muszą mieć to, co najlepsze, i będę zabierać na lody, i kupię im pieska, takiego małego i słodkiego jak one!
- Lucjuszu, kochanie idź napij się swoich ziółek…
- Tak, Cyziu, tak, ale one będą takimi słodkimi, małymi kluseczkami! – Lucjusz wstał z szerokim uśmiechem i dziarskim krokiem ruszył w kierunku korytarza.
- Przepraszam, Rosemarie, on tak kocha dzieci…
- Rozumiem, naprawdę… - Pokiwała lekko głową z wymuszonym uśmiechem. Pan Malfoy był dziwny, zdecydowanie, Hermiona będzie pasować do tej rodziny…

***

Pocierała bolące skronie. Czym ona sobie zasłużyła na takie kary Merlińskie? No, czym? Była przykładną mag-obywatelką, walczyła o spokój narodu wrednego i nikczemnego w wojnie, w pewnym stopniu była ogrodnikiem: oczyszczała świat z chwastów, zwanych dalej śmierciożercami. W dodatku wytrwale wytrzymała ponad dziewięć lat, jako przyjaciółka Harry’ego i Rona. Czym zawiniła w takim razie? Co takiego zrobiła, że Merlin, Morgana, Hyperion i inni pokarali ją czymś takim? Jak ona mogła? Nie wiedziała. Ale najgorsze, jak do tego doszło? Przecież nigdy, ale to przenigdy nie działo się w jej życiu coś takiego. Nawet zaczynała wątpić w to, ze kiedykolwiek zazna takiego stanu. Jednak nie, los jej nie oszczędził, wręcz pokarał za tyle lat życia w błogim braku owego uczucia. Aż tu nagle, stało się. Zakochała się. I to jeszcze w swoim wrogu, cóż teraz już raczej nie wrogu. Ale jakim cudem. Za co? Co ona ma zrobić? Jak z tym żyć? Powiedzieć mu? A może rzucić urok? Zastanawiające, tyle możliwości…
- Co porabia, moja najukochańsza szefowa? – Aż podskoczyła z wrażenia. Znów on. Cholerne zakochanie. Czuła te motylki w brzuchu i trzepotanie serca. Zazgrzytała zębami, wiedziała jedno, właśnie znienawidziła stan bycia zakochanym.
- Uzupełnia papierkową robotę.
- Tak? Bo wygląda to inaczej.
- Niby, dlaczego?
- Cóż, wszedłem tu jakieś dziesięć minut temu, a ty nawet przez chwilę nie oderwałaś wzroku od ściany, w dodatku sprawozdanie, które aktualnie miałaś sprawdzać jest odwrócone do góry nogami. Jakoś wątpię, że masz talent do czytania odwróconych literek.
- Nie wierzysz w moje umiejętności? – warknęła i odwróciła kartkę.
- Przykro mi, ale nie. – Usiadł naprzeciwko niej i bacznie zaczął się jej przyglądać. To robiło się chore i śmieszne. Nie mógł w spokoju usiedzieć bez patrzenia na jej pełne usta, wielkie oczy, czy też te poskręcane, puszyste włosy. Popadał w paranoję.
- Nie powinieneś być przypadkiem na zajęciach teoretycznych?
- Powinienem – odparł i uśmiechnął się szeroko. Hermiona zmarszczyła lekko brwi. Jeden kącik jego ust unosił się wyżej i lekko drgał. Nigdy wcześniej tego nie zauważała. Zapłakała głęboko w duszy. Pieprzone zakochanie. 
- Co w takim razie tutaj robisz? – zapytała, sięgając po pałeczkę lukrecjową leżącą na talerzyku tuż obok aromatycznej kawy.
- Podziwiam niezwykłą kobietę!
- Malfoy! Ja się pytam serio!
- A ja serio odpowiadam.
- Wiem, że jestem cudowna, ale nie musisz podbudowywać mojej próżności jeszcze bardziej.
- I niby ja mam wysokie mniemanie o sobie?
- Nie zaprzeczam. Więc, czemu nie jesteś na lekcji? – zapytała ponownie. Obserwował uważnie każdy jej ruch i nagle poczuł cholerną potrzebę pocałowania jej. Zazgrzytał zębami. On nie był tchórzem, na pewno nie. Szlag by to trafił! Był tchórzem i tyle, inaczej Granger już dawno byłaby z nim.
- Moody wyrzucił mnie z klasy. Jak to powiedział: Nie jesteś wart mojego cennego czasu, nieinteligentny idioto. Osobiście uważam, że nie było potrzeby używania jednocześnie ‘nieinteligentny’ i ‘idioto’, w końcu jedno wynika z drugiego.
- Jakiś ty wszechwiedzący się nagle zrobił.
- Zauważyłaś? Jestem zaszczycony – odparł głosem pełnym wzruszenia, a jego śmiesznie zmarszczona twarz i usta ułożone w podkówkę wprawiły ją w wielki histeryczny atak śmiechu.
- Spokojnie, bo się zapowietrzysz.
- Masz niesamowite poczucie humoru.
- Wiem, ja ogólnie jestem niesamowity.
- I skromny – dodała z uśmiechem.
- Prawda? Mam tyle pozytywnych cech.
Zaśmiała się cicho, lekko kręcąc głową. Wzdychając, spojrzała na leżący przed nią pergamin. Nienawidziła papierkowej roboty. Fakt, w Hogwarcie lubiła zaszyć się w Bibliotece i dniami, i nocami pisać wypracowania, ale te czasy minęły. O mały włos, a zamiast adrenaliny buzującej w żyłach wybrałaby spokojną posadkę w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Nie wytrzymałaby tam długo. Potrzebowała się spełniać, a to czuła zwalczając przestępstwa i zamykając zbrodniarzy. Całe szczęście Rose szybko wybiła jej pracę biurokratki z głowy, zabierając na miesięczną wycieczkę pełną wrażeń. Od tamtej pory nie mogła usiedzieć w miejscu, wszelakie papierkowe sprawy już nie sprawiały jej przyjemności. Teraz wolała działać, napawać się niebezpieczeństwem misji tak jak niegdyś hogwarckimi przygodami.
- O czym myślisz? – zapytał nagle Malfoy.
- Na pewno nie o tobie – odparła, szelmowsko się uśmiechając.
- Jesteś o tym przekonana? Miałaś tak rozmarzony wzrok, że aż zacząłem bać się o swoją skórę. Nie chcę wiedzieć, co siedzi pod twoją krętą czupryną.
- To, po co się pytasz?
- Z nudów.
- Naprawdę śmieszne.
- Wiem. – Spojrzał na nią uważnie i podjął szybką decyzje. –  Co robisz dziś wieczorem?
- Nic – odparła szybko, zaskoczona. Nagle sobie przypomniała. – A nie, czekaj, jestem umówiona. A co?
- Nic… Z kim? – warknął zły. Cholera! Prawdopodobnie się zbłaźnił.
- Co cię to interesuje, Malfoy?
- Nie interesuje, ale z kim?
- Zazdrosny? – rzuciła wściekła. Niech go trafi piorun, a nawet dwa. Przejedzie tir, ciężarówka, niech utknie w kominku, ale niech nie patrzy na nią takim smętnym wzrokiem!
- Owszem, Granger. I to cholernie.
Wstał i wychodząc trzasnął drzwiami. Szlag. Czy to możliwe, że on czuje to samo, co ona?

***

Dobra. To nie było ładne zagranie z jego strony. Okej, trochę go poniosło. Ale tylko trochę. No, ale co miał zrobić, że był zazdrosny? Myślał, że może między nimi coś się zmieni, że ona zacznie dostrzegać w nim coś więcej. Merlinie! Jakie to było głupie! Paskudny, durny stan zakochania. Niby, co w nim takiego fajnego? Tak go chwalili, mówili, że zmienia. Stajesz się lepszym człowiekiem, chcesz skakać po łące, zbierać kwiatki, łapać motylki, i w ogóle skaczesz po chmurkach! Żal człowieka ściska i nagle chce mu się rzygać tęczą. Fee zakochanie, fee zakochani, fee ta pieprzona miłość! Kupidynki, strzały Amora! Pff, też mi! Rozumiał to w pewnym sensie. Czuł pociąg do Granger, była naprawdę uzależniająca, i okej można to było nazwać zakochaniem, ale to było takie nie jego! No, bo on taki zły chłopiec nagle miałby rwać z bólu włosy, bo jego ukochana idzie z kimś na randkę! Bo to na pewno będzie randka. Skoro już się zakochał to zrobi to w iście Malfoyowskim stylu. Nie będzie słodyczy, przelotnych uśmiechów, od tego człowieka głowa zaczyna boleć. O nie! Jeśli Granger jeszcze się w nim nie zakochała to, to zrobi, ale po jego myśli, nie tego pieprzonego aniołka! Koniec podchodów, czas działać! Nie da sobie odbić takiej kobiety!

***

- Może porozmawiamy o tym? – zapytał Blaise, uśmiechając się szeroko.
- Ta, emm, mów.
- Cóż, to bardzo proste. Oczywiście zrozumiem, jeśli powiesz nie, choć sądzę, że już i tak postawiłem cię przed faktem dokonanym.
Kiwnęła głową. Chyba zwariowała. Blaise Zabini, ten Blaise Zabini, w którym, no nie oszukujmy, zakochała się po uszy, a nawet wyżej siedział teraz przed nią, trzymał za dłoń i ze skupieniem opowiadał o tym, jak to ona jest dla niego ważna.
- Widzisz, od razu mi się spodobałaś. Ale nie tak wizualnie, tylko tak osobowościowo. Podziwiam wulkaniczne kobiety są takie pełne zagadek i nieporozumień. Ale nie zakochałem się w tobie tak od razu, to działo się etapowo. Z czasem, gdy cię poznałem bliżej, odkrywałem warstwę po warstwie, tak jak odkrywa się cebulę, zrozumiałem, że to coś więcej. Że to nie była jedynie tajemnica, która mnie do ciebie powiodła, a tajemnicza moc przyciągania. Byłaś jak światło, a ja byłem ćmą.
Nie słuchała go. Była bardziej zajęta odczuwaniem ciepła jego dotyku, intensywności spojrzenia. Przyglądała mu się w skupieniu bacznie analizując każdą część jego twarzy, niezaprzeczalnie był przystojny. Pokręciła ze złością głową.
- Skończyłeś już, Zabini? – warknęła.
- Emm, nie, raczej nie…
- Uznajmy, że doszliśmy już do porozumienia; ja kocham ciebie, ty kochasz mnie, czy w końcu łaskawie raczysz mnie pocałować – rzuciła ponaglającym tonem.
Nie trzeba chyba mówić, że Blaise nie czekał na dalsze instrukcje…

***

Hermiona waliła do drzwi mieszkania Rose od dobrych dziesięciu minut. Chciała się od razu teleportować do jej mieszkania, ale niestety napotkała barierę, w dodatku jej kominek był zablokowany. Powoli zaczynała się martwić, czy aby na pewno nic jej nie jest! Musiała z nią pilnie porozmawiać. Koniecznie, inaczej eksploduje z nadmiaru myśli!
- ROSE!!! – wrzasnęła jeszcze mocniej waląc w drzwi.
- Idę, idę – usłyszała delikatny głos przyjaciółki. Po chwili stanęła przed nią lekko marszcząc brwi. Hermiona otworzyła szeroko oczy.
- Merlinie, nic ci nie jest?! – Rose wyglądała jakby minęła ją trąba powietrzna. Jej włosy były całe w nieładzie, sterczące we wszystkie strony, czerwona koszula w kartę odsłaniał jej obojczyk, w dodatku jej szyję zdobiły siniaki, zaraz, zmrużyła lekko oczy, to nie były siniaki...!  
- Rose, wracaj już! – Nagle usłyszała głos Blaise’a. Uniosła lekko brwi, to zdecydowanie nie były siniaki. Rose była czerwona jak piwonia, Hermiona zaśmiała się głośno.
- Nie wierzę, czyli jesteście już oficjalnie razem? – Ta kiwnęła głową. – Wspaniale, przynajmniej ty!
- Co się stało?
- W skrócie, bo wydaje mi się, że masz lepsze rzeczy do roboty niż słuchanie mnie – zaśmiała się lekko. – Jestem głupia. Uświadomiłam sobie, że zakochałam się z Malfoyu, ale mimo to, żeby o tym zakochaniu zapomnieć, umówiłam się dzisiaj na randkę z Dmitrijem. Jak o tym powiedziałam Malfoyowi, oczywiście nie dosłownie,  to ten się chyba zdenerwowała, ale miał taką przybitą minę. Myślisz, że ja mu też się podobam? W każdym razie chodzi o to, że nie chce iść na spotkanie z Dmitrijem, ale nie wiem jak mu odmówić. W dodatku boję się powiedzieć Malfoyowi, w końcu nienawidziliśmy się tyle czasu. I w ogóle życie jest do dupy.
- Aha. Nie idź, na spotkanie z Ivashkovem, powiedz Malfoyowi, nie zachowuj się jak małolata, tylko dojrzała kobieta i w końcu stwórz niesamowity związek, z Malfoyem oczywiście. Nareszcie będziemy mogły chodzić na podwójne randki, a nawet potrójne jakby wziąć jeszcze Pottera i Gin! Przepraszam, że rada tak krótka, ale rozumiesz właśnie tworzę swój przyszły związek.
- Tak, albo dziecko.
- Co?
- Nic. Rozumiem, ja tu mam problemy życiowe, a ty szczęśliwie budujesz sobie przyszłość. – Widząc minę Rose, Hermiona zaśmiała się. – Żartuję! Nie przejmuj się mną. Coś poradzę! A, i zabezpieczcie się, nie chcę być jeszcze ciotką. – Zostawiając oniemiałą Rose, Hermiona zamknęła za sobą drzwi swojego mieszkania.

***

Nie mogła nie pójść na to spotkanie, nie wypadało jej. Teraz była już stu procentowo pewna, że zgoda na pójście na randkę z Dmitrijem była zdecydowanie zbyt pochopna i błędna, ale nie mogła się nie pojawić. Jakby to o niej świadczyło? Że niby ona najwspanialsza i najcudowniejsza Hermiona Granger nie dotrzymała słowa i nie zjawiła się na umówionej kolacji? Czuła się tak jakby robiła na przekór temu, co myślała. Nie była z Malfoyem: w stanie przyjaźni, związku czy czegokolwiek (traktowali się raczej neutralnie, niestety), ale miała wrażenie jakby go – nie daj Merlinie – zdradzała. Zdecydowanie zakochanie było irytującym i dziwnym staniem. Jeszcze niezbadanym i nieodkrytym, szkoda.
Westchnęła nad złośliwością świata i poprawiła czerwoną sukienkę. Wyglądała ładnie, nie tak jakby odstawiła się na prawdziwą randkę, raczej tak jak na kolację z przyjaciółką pełną babskich ploteczek. Miała nadzieję, że taki strój da Dmitrijowi do zrozumienia: nie tykać, nie wolno, niestety tylko prawie zajęta,(ale miała nadzieję już niedługo, oczywiście nie przez ciebie!), a także stawiam na przyjaźń między nami! Miała cholerną nadzieję!
Teleportowała się prosto przed restaurację.

***

Miał świadomość, że może to nie był dobry pomysł. A nawet, że na pewno to nie był dobry pomysł, ale czego się nie robi, żeby zdobyć zniewalającą kobietę? Malfoyowie byli rodem wytrwałym i gotowym się poświęcać w takim celu. Dlatego z największą przyjemnością włamywał się do gabinetu Granger, przeglądał jej korespondencję (wciąż nie mógł uwierzyć, że to ten paskudny buc Ivashkov zaprosił ją, a ona się zgodziła!) i wykradał skomplikowane dane odnoszące się do jej miejsca pobytu tego wieczoru. Stał tak już od dobrych dwudziestu minut na zimnie ze splątanymi od śniegu włosami czekając aż się pojawi, by móc wkroczyć do akcji.
Jest! Wrzasnął jego umysł. Olśniewająca jak zawsze. Wyglądała niesamowicie, aż zatrzęsło nim, gdy zobaczył jak Ivashkov całują ją w policzek na powitanie. W ogóle jak on śmiał? Jak tam zaraz wejdzie i rzuci nim o ścianę to dopiero zobaczy, co to znaczy wściekły smok. Pieprzony lepki głąb kapuściany ( nie miał nic do kapusty, nie, naprawdę. Nawet ją lubił, ale tak mu się jakoś ładnie skojarzyło!)
Zmrużył oczy uważnie obserwując, co się dzieje. Rzucił na siebie zaklęcie kameleona i wszedł do restauracji tuż za przypadkowym, wychodzącym klientem. Rozglądał się, bacznie spoglądając na każdy szczegół. Skupiał się na dwóch kelnerach, stojących przy stoliku Hermiony. Uważnie o czymś dyskutowali, kiedy jeden z nich najwidoczniej korzystając z nieuwagi Granger pochłoniętej rozmową, na znak Ivashkova dolał coś do jej kieliszka! Za późno ruszył w jej kierunku. Nie zdążył, widział jak Ivashkov mówi coś do Granger, a ta zachęcona sięga po kieliszek, jej mina po wypiciu alkoholu diametralnie się zmieniła! Kurwa! Co on jej dolał?

***

Składała swoje zamówienie (jej feminizm znów wziął górę!), gdy Dmitrij poprosił, by skosztowała wina, którego drugi kelner właśnie nalał do jej kieliszka. Było wyśmienite, delikatnie kwaskowe, ale jakby inne w smaku niż te, które do tej pory pijała. Czuła się po nim jakoś inaczej. Dziwne motylki zaczęły łaskotać jej brzuch, a błogi uśmiech zawitał na jej ustach. Czuła ciepłą dłoń Dmitrija na kolanie, ku zaskoczeniu nie miała nic przeciwko. Nie miała też żadnych wątpliwości, gdy ten kład na jej policzku swoją dłoń i zaczynał całować…

CDN

16 komentarzy:

  1. Lucjusz taki niekanoniczny, Narcyza też ale podoba mi się. Na Merlina skąd bierzesz teksty Lucka?
    Pozdrawiam i życzę weny,
    Dama Blackowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teksty z życia i wyobraźnie zbyt dziwnej wzięte :D Dziękuję bardzo!

      Usuń
  2. Oooo. Jeeeeee!
    Ooo, a te wino to był elisir miłosny?
    Super rozdział. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, a powiedzieć nie mogę, bo w końcu w kolejnym rozdziale jest to wyjaśnione :D :D

      Usuń
  3. Jeju *.* Uwielbiam cię! Piszesz świetnie! Najbardziej podobają mi się relacje między Rose i Diabłem. A ten tekst o kapuście świetny :D Rozdział jest fantastyczny! Z niecierpliwością czekam na kolejny! Życzę weny i oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! :D Bardzo, bardzo Ci dziękuję! :)

      Usuń
  4. Demencja Lucka zmierzająca w kierunku: Jestem-Dziadkiem-I-Mój-Wnuk-Będzie-Miał-Cudnie; zasługuje na Oskara. Ivashkinov to jedna z tych postaci które najchętniej rzuciłbym smokom na obiad, poprostu miodzio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A ja lubię Dmitrija :D Chyba, dlatego, że tak 'uroczo' miesza :D

      Usuń
  5. Rozdział super ;)
    No mam nadzieję, że Draco stanie na wysokości zadania i uratuje swoją wybrankę przed tym idiotą Dimitrijem... No bo skoro zarówno Mionka jak i Smok zdali sobie sprawę z uczuć do drugiej osoby to teraz powinni iść za przykładem Blaise i Rose i "tworzyć swój związek" (a może nawet i dziecko - a z tego Lucjusz byłby najbardziej zadowolony ;))

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, oj tam :) Dmitrij jest całkiem ok, hahha XD Bardzo dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  6. Co za podstępna szuja z tego Dimirja! Mam nadzieję, że Draco nie pozwoli jej porwać!
    nie byłoby problemu gdy wreszcie Draco i Herm rzucili się sobie w ramiona:D
    Rose i Blaise! --> cieszę się ogromnie:D
    Rozdział jak zawsze zabawny i zaskakujący:)

    Pozdrawima!

    Ewelka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :D Ciesze się, że Ty się cieszysz :D :D

      Usuń
  7. Super rozdział;)
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział bardzo fajny ;)
    Zazdrosny Draco jest taki sweet :D (nie mogłam się powstrzymać)
    Hermiona wreszcie zrozumiała co czuje, a niby taka inteligentna a dopiero teraz się kapnęła lepiej późno niż wcale
    Mam nadzieję, że Dimitrij nic jej nie zrobi...
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!