niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 24

Cześć, kochani!
Ogromnie, ogromnie dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem. Mam wielką nadzieję, że nie była to sytuacja jednorazowa i pod tym równie licznie wyrazicie swoje zdanie! :**
Bardzo dziękuję Wam za masę cudownych, miłych słów, które mnie motywowały i motywowały! <3
Kolejny rozdział 20.12.2015.
Przypominam o ankiecie, zachęcam wszystkich do oddania głosu. Niespodzianka w ramach przeprosin będzie wiązała się właśni z wynikiem tej ankiety!
Dziękuję raz jeszcze za wszystko, bardzo, bardzo mocno!
Buziaki :*
Charlotte
***

Rumieńce
21 stycznia 2000, 9.30
Cholera! Czy to normalne, że głowa tak niemiłosiernie ją boli? Merlinie! Czy ona wciąż ją ma?! Szybko zaczęła dotykać najpierw ucha, później ust, by na końcu w ramach obudzenia się z letargu wsadzić sobie palec do oka. Bolało jak diabli! Aż syknęła! Plus jednak jest: wie, że wciąż ma swoją głowę, całe szczęście, nie wiedziała jakby przeżyła jej brak… (Pomijając, że bez głowy raczej długo, by nie pożyła!
Powolnie podniosła się do pozycji siedzącej i otworzyła najpierw jedno potem drugie oko. Światło poranku raziło ją lekko. Zaraz, gdzie ona była? O Godryku, czyżby ona, czy to możliwe, że…? Jedyne, co pamiętała z dnia wczorajszego to fakt, iż była na kolacji z Dmitrijem i piła wino, co było dalej? Czyżby ona…? Nie! Proszę nie! Już chciała z całej siły stuknąć się w tą swoją głupią głowę, (w tamtej chwili, wolałby jej nie mieć…) gdy zorientowała się, że ktoś z całej siły ściska jej dłoń. Spojrzała na ową postać i aż pisnęła zdumiona.
- Draco…?
Wyglądał tak słodko! Uśmiechnęła się szeroko, cudowny widok! Z zaskoczeniem uświadomiła sobie, że mogłaby obserwować go tak codzienne! Nagle chłopak poruszył się lekko, podniósł głowę i spojrzał na nią.
- Hermiona… – szepnął. Nie wiedziała, kiedy jego wargi przywarły do jej warg…

***

- Pancuś! – wrzasnęła Narcyza.
- Tak, pani? – spytał skrzat, kłaniając się uniżenie swej pani.
- Przynieś mi szarlotkę…
Skrzat oniemiał, jego oczy rozszerzyły się i zaszły łzami, a usta posiniały.
- Pancuś się ukarze, pani. Pancuś, przeprasza. Pancuś nie chciał.
- Co się stało, Pancusiu? Nie chcę żebyś się karał, chcę żebyś mi przyniósł szarlotkę!
- Nie mogę, pani!
- Dlaczego?
- Bo zjadła już pani całą blachę! – Skrzat znikł z głośnym pstryknięciem. Lucjusz odchrząknął głośno.
- Więc, moi drodzy. Skoro nie mamy, co liczyć na szarlotkę, to może jakieś danie mięsne na śniadanie? Co wy na to…? Proponuję kuropatwę!
- Tak, wuju, oczywiście! – gorliwie poparł go Blaise.
- Cyziu, słońce, chodź. I zamknij buzię, jeszcze mucha ci wpadnie, a damie nie wypada.
- Milcz, gdy do mnie mówisz, Lucjuszu! – Narcyza wstała z kanapy, poprawiła suknię i wymaszerowała dumnie z salonu, tuz za nią powędrował Lucjusz.
- Czy oni często tak mają? – zapytała zdziwiona Ginny.
- Wiesz, tradycja, te sprawy – odparł najspokojniej w świecie Blaise.
- Ale żeby kuropatwa na śniadanie? – mruknęła równie zdziwiona Rose. – Rozumiem, w rodzinie Bellezza’ów też są tradycje, ale nie szalejemy tak jak Malfoyowie!
- To zależy od pokolenia. Wiesz, takie rodzinne zboczenie – mruknął zupełnie obojętnie.
- Może chodźmy sprawdzić, co u Hermiony? – Zaproponował Harry. Nabrał już trochę kolorów, jednakże jego twarz wciąż była nienaturalnie blada.
- Już Malfoy się nią zajmie. – Blaise sugestywnie poruszył brwiami, za co oberwał najpierw od Rose, później od Ginny, a na samym końcu uderzyła w niego poduszka rzucona przez Harry’ego.
- Jak sądzicie, ta sytuacja zbliży ich do siebie?
- Ne pewno. Widzieliście Draco? On szalał z rozpaczy, a Hermiona? To na pewno nie zbieg okoliczności, że to jego imię wymówiła, jako pierwsze! Nim się obejrzymy będą razem! Czuję to w kościach! – Roześmiał się głośno Blaise.
- A co jeśli oni mimo wszystko nie przyznają się do swoich uczuć, hmm? – Ginny wciąż lekko wątpiła w całe powodzenie ich misji ‘swatka’.
- Wtedy podejmiemy drastyczne kroki. Tak drastyczne, że nawet strach o nich wspominać.
- Czyli?
- Zamkniemy ich razem w pokoju bez drzwi, okien, zabierzemy im różdżki i nie wypuścimy do póki szczerze nie wyznają sobie uczuć!
- Tak, powodzenia – prychnęła Rose.
- Nie ma potrzeby. Już tworzę odpowiedni eliksir, nazwałem go ‘Plan B’!
- Doprawdy, pomysłowe… - Harry kiwał głową z uznaniem, chyba miał zamiar zaraz zemdleć, nagle zbladł trochę bardziej niż zwykle…

***

- Mhm, z jakiej to okazji, Malfoy? – rzuciła kokieteryjnym tonem Hermiona.
- Miło, że wróciłaś do świata żywych – odparł, sugestywnie unosząc brew.
- Co masz na myśli?
- Cóż, nie wiedziałem, że gustujesz w osobach innych niż JA! Byłem święcie przekonany, że jestem całym twoim światem…! – Rozłożył ręce i pokręcił głową, robiąc zawiedzioną minę.
- Malfoy! O co chodzi! I gdzie ja jestem?
- Witam w królestwie smoka.
- Że niby to twoja sypialnia? Czekaj, czy my… Cóż to na pewno lepsza perspektywa niż Dmitrij – mruknęła i westchnęła głośno.
Draco spojrzał na nią mrużąc lekko brwi i wybuchnął gromkim śmiechem.
- Schlebiasz mi, słońce, ale twoje marzenia niestety nie ziściły się. Ale nie martw się, jeszcze na pewno nie raz nadarzy się okazja!
- Malfoy, parszywy gdzie, gadaj, o co tu chodzi!
- Kobiety! Najpierw namiętnie całują, a potem wyzywają. Pff, jak tu je zrozumieć! – Jego oczy wyglądały tak jakby śmiały się wesoły, podskakiwały w nich radosne ogniki!
- Pomijając fakt, że to ty się na mnie rzuciłeś, masz natychmiast powiedzieć, o co chodzi!!!
- Streszczając szybko: poszłaś na randkę z Dmitrijem, jesteś głupia, jak mogłaś z nim iść gdziekolwiek? Dolał ci czegoś do wina: Merlinie, jakaś ty głupia? Ty, najlepsza aurorka świata dałaś się podejść! Gdy wkroczyłem do akcji i bohatersko cię uratowałem, darłaś się na całe gardło: Dmitrijś, mój Dmitrijś, puszczaj, nie, nie, ja chcę do swojego Dmitrijsia! Olałem oczywiście twoje krzyki, przyniosłem cię tutaj, wezwałem Zabiniego. Okazało się, że Ivashkov dolał ci Czarnego Serca, i to podwójnej dawki! Blaise skołował antidotum. Wesleyówna, Potter i Rosiczka siedzą na dole i się stresują, moja matka i ojciec pewnie mają ich już dosyć, a Blaise – idę o zakład – zdziera z nich wszystkich jak cholera, bo wie, że jego antidotum udało się i w końcu się obudzisz ponownie! Aha, zapomniałbym: jesteś głupia! Tyle stresu mi przysporzyć!
- O Merlinie! Jaka ja jestem głupia i nieodpowiedzialna!
- Z grzeczności nie zaprzeczę!
- Siedź cicho!
- Jak, kto woli…
- Dzięki… - mruknęła po paru minutach. Widać było, że długo zastanawiała się nad tym, co zrobić.
- Tylko na tyle cię stać, hmm? Czekam na coś więcej.
- Bardzo dziękuję?
- Wciąż zimno! – Uśmiechnął się cwanie. Lekko przekrzywił głowę, czekając na jej kolejny ruch.
- Szuja! – warknęła, jednak jej słowa nie odzwierciedlały czynów: lekko kręcąc głową, jakby rozbawiona, pocałowała go.

***

- Jak myślcie, przerwać im?
- Nie, to takie niekulturalne! Zwłaszcza w takim momencie!
- Z wami nie ma zabawy – mruknął Blaise. – Dlatego zawsze muszę robić po swojemu! – Bezceremonialnie wparował do sypialni swojego przyjaciel. – Co jest gołąbeczki?! Jak czas mija? Skończyliście już wymieniać się śliną?
- Kurde, Zabini! – warknęła Rose.
- Co, oni nam mogli przerwać…? No właśnie, więc czemu ja nie mogę im?!
Hermiona odsunęła się od Draco i uniósł brwi. Malfoy czekał niecierpliwie, kiedy jej policzki pokryją się bordowymi plamami, ale się nie doczekał. Wręcz przeciwnie, to u siebie poczuł rumieńce! Merlinie, jak ona na niego działała!
- Hermiona, jak dobrze, że już wróciłaś!  - wrzasnęła Ginny i odpychając Draco wpakowała się na łóżko i przytuliła przyjaciółkę. W ślad za nią poszła Rose, a na końcu Harry dołączył do uroczego kobiecego grona, jednak został jakże kulturalnie odepchnięty!
- Ej?!
- Przykro mi, Potter – rzucił Zabini, śmiejąc się głośno. – Nie masz cycków, nie wpuszczą cię do swojego babskiego uścisku.
- Cholerna demokracja!
- Smoku, to między wami przed chwilą to, co…? – spytał zaintrygowany Blaise.
- Siedź cicho, Zabini. Jeszcze sam tego nie wiem – mruknął Draco.

***

Rodzina Malfoyów wraz z przyjaciółmi swego syna, a także swej przyszłej synowej siedziała przy stole uroczyście zastawionym z kuropatwą po środku i w ciszy spożywała posiłek, gdy nagle odezwała się Narcyza.
- Hermiono, co sądzisz o Malfoy Manor? Jak ci się podoba?
- Och, bardzo ładnie, naprawdę.
- Wybacz moją bezpośredniość, ale jak myślisz, czy osobie tak interesującej jak ty żyłoby się tutaj wystarczająco dobrze…?  
Draco upuścił nóż na podłogę.
- Przepraszam na momencik.
Zabini wyglądał jakby miał za chwilę wybuchnąć śmiechem, a Lucjusz uśmiechał się lekko zza kieliszka ze swoim wywarem kojącym nerwy. Co innego Harry, Rose i Ginny, ich miny ewidentnie wskazywały na to, jakoby mieli za chwilę zemdleć z wrażenia. Hermiona jednak nie dała po sobie nic poznać, wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się lekko i kiwnęła głową.
- Malfoy Manor jest doprawdy urodziwe, jestem pewna, że każdemu żyłoby się tutaj wystarczająco dobrze.
- Tak, a jak żyłoby się tobie? – Ponowiła pytanie Narcyza, tym razem jednak formułując je dostatecznie dwuznacznie.
Widelec Hermiony upadł z łoskotem na posadzkę.
- Pałac jest naprawdę piękny.
- Panno Granger? – spytał po chwili ciszy Lucjusz.
- Tak, panie Malfoy – spytała Hermiona, z przerażeniem spoglądając na przyjaciół i posyłając srogie spojrzenie Zabiniemu, który ledwie wstrzymywał śmiech.
- Planuje pani posiadać, kiedyś dzieci?
Huk rozniósł się po jadalni, ale nie był to ani nóż, ani widelec, to był Harry…

***

- Bardzo przepraszam państwo za kłopot. Ogromnie dziękuję, jestem bardzo wdzięczna, nie wiem jak mogłabym podziękować.
- Och, ależ Hermionko, to był dla nas zaszczyt, szkoda tylko, że pojawiłaś się u nas w wyniku tak nieprzyjemnej sytuacji. – Narcyza serdecznie przytuliła dziewczynę i ucałowała ją w oba policzki!
- Oczywiście, oczekujemy pani, panno Granger na balu.
- Tak, bardzo dziękuję!
- My również dziękujemy za gościnę! – powiedziała uprzejmie Ginny, podtrzymując zdrętwiałe ciało Harry’ego, który jeszcze nie do końca wydobrzał.
- Do zobaczenia, ciociu, wujku!- mruknął Blaise i zniknął w płomieniach kominka, tuż za nim Ginny z Harrym i Rose.
- Jeszcze raz dziękuję państwu, do widzenia. Do zobaczenia… Draco.
- Do jutra, Hermiono – powiedział zmysłowym głosem Draco i posłał jej całusa. Z wielką radością zauważył, że jej policzki wreszcie przybrały różową barwę! 

20 komentarzy:

  1. Mówiłam Ci już jak bardzo uwielbiam Twoje opowiadanie i Ciebie? :D Świetny rozdział! Już zresztą nie pierwszy taki. Czekam na kolejny i oczywiście jak zawsze życzę Ci weny :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział!!! Nie mogę się doczekać następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wreszcie się doczekałam! i rozdziału i pocałunków namiętnych!:)
    Rodzice Dracona są bezbłędni:D uwielbiam ich! Mam teraz nadzieję, że miłość będzie się rozwijać:)
    Głos oddany!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz i za opinię, a także za oddany głos :D :*

      Usuń
  4. Rozdział jest GENIALNY!!!
    Brak mi słów, kocham Cię
    ~BiBi

    OdpowiedzUsuń
  5. Odpowiedzi
    1. Oczywiście rozumiem i szanuję Twoją opinię i dziękuję za nią :)

      Usuń
  6. Rozdział super ;)
    Jednak wszystko dobrze się skończyło a Blaise jednak uwarzył działający prawidłowo eliksir ;) Choć niepotrzebnie przerywał gołąbeczkom....
    A Cyzia jest niesamowita... tylko ona mogłaby zadawać takie pytania ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba wesprzeć Blaise w jego rozwoju, niekiedy może mu się coś udać :D. Dziękuję za opinię! :*

      Usuń
  7. hej heh hejooo :) rozdział genialny :) akcja przy obiedzie- świetna. Kiedy Draco upuścił nóż, później Hermiona, a na koniec upadł Harry :) hahaha MEGA :) już nie mogę się doczekać następnego rozdziału :) życzę weny, weny i jeszcze raz weny :) Mam nadzieje, że też się uśmieję :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzialam, ze upraszasz sie usilnie komentarz, i choc zwykle tego nie robie, postanowilam skomentowac :3 poza tym, znam Twoj bol, tez prowadze bloga i wiem, jakie to demotywujace kiedy liczbe wyswietlen i komentarzy dzieli przepasc. :( blog swietny, nawet nie wiesz jak ubolewam nad tym, ze nie ma jeszcze kolejnego rozdzialu ;_; mam tylko nadzieje, ze stosunki Draco i Hermiony nie zmienia sie nagle w mdla sielanke, bo chyba nigdy nie chichralam sie tak jak podczas czytania Twojego opowiadanie :3 poza tym, nazwisko Ivashkov, imie Rosemarie... Czyzby ktos tu czytal pania Richelle Mead? :D
    Mozesz byc pewna, ze bede odwiedzac i postaram sie nie zapomniec o komentowaniu :3
    Jedyne zastrzezenia, jakie mam: musisz uwazac, bo wkradaja Ci sie delikatne bledy i literowki, poza tym dopracuj sobie interpunkcje i bedzie pieknie :3 pewnie pomyslisz "przyganial kociol garnkowi", ale dodawanie komentarzy z telefonu wyglada tak a nie inaczej :D
    Zapraszam rowniez do siebie -> dramione-love-lost-lonely.blogspot.com
    Pozdrawiam serdecznie, zycze weny i z niecierpliwoscia czekam na dalszy ciag wydarzen ;**
    Mała Czarna ❤❤

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akademia Wampirów! Kocham nad życie, a nawet bardziej! :D Oczywiście zdaje sobie sprawę aż zbyt dobrze z ogromu literówek i tego typu rzeczy, ale postanowiła poprawić całe opowiadanie dopiero, gdy je już skończę, a razie nie zaprzątam sobie tym głowy :) Dziękuję serdecznie za opinię i postaram się zajrzeć na Twojego bloga, również pozdrawiam :)

      Usuń
  9. Przed chwilą znalazłam twojego bloga. Jest świetny w niektórych momentach płakałam ze śmiechu. Rozdział cudowny. Pozdrawiam cię i zapraszam na swojego bloga http://dramionejestemizawszebene.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! Oczywiście, postaram się zajrzeć. :)

      Usuń
  10. Zakochana Miona jest zabawna ;) fajnie, że udało się ją odczarować i wróciła do żywych. Rozdział zabawny zresztą dobrze o tym wiesz :D
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ciesze się, że się podoba :D

      Usuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!