niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział 25

Cześć, kochani!
Z pewnych względów musiałam przełożyć publikację rozdziałów. Niestety jestem ostatnio chodzącym bałaganem! :D Mam dużo na głowie, a co najgorsze wszystko to jest związane ze szkołą. Doprawdy gorzej być nie mogło… :D :D
Wybaczcie proszę mi długą nieobecność. Obiecuję, że już się taka nie pojawi. Nie ma nawet takiej opcji!
Dziękuję za komentarze po poprzednimi rozdziałami. Liczę, że ten rozdział spodoba się Wam tak jak poprzednie! Czekam na Wasze opinię! :*
Rozdział 26 --> 31.12.2015
Ekscytujące życie --> 07.01.2016
Do napisania,
Charlotte

***

Filozofia (nie) boli…

22 stycznia 2000, około 3 nad ranem
Tak właściwie nie wiedziała, co tak na nią działało, co tak wpływało na to, że nie mogła zasnąć. Czy to fakt, że było jej strasznie gorąco (nie pomagała próba ochłodzenia się poprzez stanie przy otwartym oknie, prysznic pod lodowatą wodą, ani nic podobnego), czy to jednak te wszelakie myśli krążące po jej głowie? A może i jedno, i drugie? Bo może, na fakt, że było jej gorąco wpływały te myśli? To było całkiem możliwe, wszakże po głowie chodził jej Draco i nic nie wskazywało na to, by miał zamiar ją opuścić, nie mącąc do końca…
Swoją drogą to było nawet ciekawe doświadczenie; to całe zakochanie. Czuła się tak jakoś inaczej. Siedząc teraz o trzeciej nad ranem przy kuchennym blacie, było jej nawet błogo. Rozmarzyła się, co było dziwnym, ale ciekawym doświadczeniem. Nawet już nie była tak wkurzona! Przyjęła do wiadomości, że niestety strzała Amora jednak jej nie odpuściła. Czego innego mogła się spodziewać? Nie ma w życiu tego, co się chce. Chociaż można to uznać za kwestię sporną, bo nawet coś, czyli wszystko, miała to, czego pragnęła.
- Ja chyba umrę! – mruknęła po cichu.
Bezsenność była przytłaczająca, tak samo jak powolne rozumienie, że nad jej głową zaczynał krążyć rój niepotrzebnych spostrzeżeń! Jeszcze trochę i jej stabilna postawa emocjonalna zostanie zburzona! A tego przecież nikt by nie chciał.
- Ogarnij się!
Wypiła lodowatą wodę i westchnęła. Ile by dała, żeby ten pieprzony Draco będący powodem jej bezsenności, miał ten sam problem!

***

Gdyby popatrzeć na to z innej perspektywy można by zauważyć, że ta cała ‘miłość’ kiełkowała w nim już dawno, a nawet dawniej niż dawno. Rozwijała się etapowo, jak dojrzewa owoc, czy pączkuje kwiat. Cholernie wolno rośnie i zarazem cholernie szybko się pojawia. Niby już wiedział, że to jest to! Ale te pieprzone realia dotarły do niego teraz i go poraziły! Co on ma zrobić?! ON! Draco Lucjusz Malfoy! Największe cicho – co z nim nie tak? Jest zakochany, zauroczony, oczarowany i bezgranicznie oddany, już nawet nie umie pomyśleć o kimś innym niż Hermiona. A co najgorsze, nie może odpuścić sobie faktu bycia z nią. Ba! Nie spocznie dopóki nie będzie mógł oznajmić światu wszem i wobec: to moja dziewczyna, miłość życia, muza, kwiat, a nawet słońce i księżyc: Hermiona Granger. Być może kiedyś ktoś więcej…
Nie mógł spać, nie mógł jeść, nie mógł pić, nie mógł nic. Był jak porażony, cały ostatni dzień skakał mu po głowie jak po trampolinie! To było doprawdy ciekawe zjawisko i te jej usta, mmm… Jak on chciałby znów poczuć ich smak. Mniam, tak soczyste, tak truskawkowe, tak krwiste! Zdecydowanie powinien w końcu położyć się spać! Zaczynał powoli bredzić, a może to jednak prawdziwa świadomość go tłumiła? Ciekawe, ciekawe… Koniecznie musi zrobić krok w jej stronę, jeszcze dzisiaj, nie może tego odłożyć, na kiedy indziej. Dziś zrobi to, czego nikomu innemu by się nie chciało, a już jutro (znając Hermionę tak naprawdę dopiero za parę dni…) będzie miał to, czego każda inna osoba będzie pragnąć!
Jakże był sprytny!

***
9:00 rano
- Jakby na to nie patrzeć, Rose, to już wykonaliśmy kawał dobrej roboty, nie? – Blaise delektowała się smakiem porannej kawy i widokiem roześmianej twarzy dziewczyny.
- Wolałabym jednak na to patrzeć, Blaise.
Zmarszczył delikatnie brwi, a jego twarz została przyozdobiona ‘krzywym’ uśmiechem, typu: ta jasne, totalnie olewam twoje zdanie…
- Więc, jakby na to patrzeć – zaakcentował ostatnie słowo – daliśmy z siebie wszystko, prawda?
- Jak wolisz, tak to nazywasz – mruknęła i spokojnie zajęła się konsumowaniem naleśników podanych przez kelnerkę.
- O co ci właściwie chodzi, co? Przecież jest dobrze! Wszystko idzie tak jak miało iść: naturalnie, a nasza pozycja wciąż jest neutralna. Tak miało być. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że delikatnie ujmując trochę pomogliśmy im w rozwoju ich wzajemnej relacji. Co prawda spotkały nas pewne niesympatyczne sytuacje, ale można nad tym tematem polemizować. Fakt faktem były one niecodzienne, ale poradziliśmy sobie z nimi w sposób niekonwencjonalny.
- Jasna cholera, obiecuję ci, że jeśli zaraz nie przestaniesz pieprzyć tych głupot wyleję ci na ten twój cholerny łeb całą wodę z wazonu! – wrzasnęła głośno Rose, jej cała twarz była czerwona. – Co ci nagle odwaliło, co? Od kiedy to posiadasz tak rozbudowane słownictwo, hmm?
- Rose, uspokój się, o co ci chodzi?
- O okres, idioto. – Rose energicznym krokiem wymaszerowała z kawiarni.
Blaise delikatnie potarł dłonie i westchnął głośno. To były ‘te’ dni, to wiele wyjaśniło…

***

Obserwował ją uważnie. Wodził wzrokiem po całym jej ciele, nawet nie czując skrępowania, ba, on nigdy nie czuł się skrępowany. Czekał aż coś powie, uniesie swoje cudowne czekoladowe spojrzenie znad formularza i jednym słowem sprawi, że cały się rozpłynie, ale ona nic. Pozostawała całkowicie obojętna, nawet jej twarz nie wyrażała żadnych emocji. Wiedział, że zdaje sobie sprawę, iż jest obserwowana, ale najwidoczniej nawet minimalnie jej to nie przeszkadzało. Co zabawniejsze, wydawało mu się, że nawet jej się to podobało, to, w jaki sposób na nią patrzył. Niekiedy, jakby specjalnie, odgarniała delikatnie włosy i przygryzała wargę. Miał wtedy tak ogromną ochotę wstać i po prostu wygarnąć jej wszystko, co w sobie tłumił, a później zachłannie pocałować. A obiecał sobie kiedyś: żadnych romantyczności w życiu. Zabawne, ale nie podołał…, a był tak blisko.
- Masz już dosyć tej zabawy w kotka i myszkę, Draco? – spytała miękkim głosem, nawet na niego nie patrząc. Roześmiał się cicho.
- Mi się to wciąż podoba, nie wiem jak tobie, słońce.
- Mógłbyś wymyślić coś konkretniejszego. ‘Słońcem’ nazywa mnie mama – rzuciła lakonicznie.
- Żabciu?
- Jestem zielona?
- Gwiazdko?
- Wielki powrót do słownictwa związanego z niebem?
- Kochanie?
- Zbyt przewidywalne.
- Myszko?
- Nie lubię gryzoni.
- Hermiono… - specjalnie przeciągnął sylaby, a jego głos brzmiał elektryzująco. Uniosła głowę, a jej usta ułożyły się w piękny uśmiech.
- Brawo, Draco. Gdy chcesz to potrafisz… - powiedziała miękko. Od jej spojrzenia można było się przewrócić! Całe szczęście, że siedział!
- Wiele rzeczy potrafię, Hermiono…
- Na pewno kiedyś przyjdzie czas, że się o tym przekonam – odparła z rozbrajającym uśmiechem. Spoglądali sobie głęboko w oczy, czekając, kto pierwszy odwróci wzrok, ostatecznie zrobiła to Hermiona powracając do wypełniania plików kartek, na jej ustach wciąż pozostawał ten sam, niesamowity uśmiech…

***

- Lucjuszu?
- Tak, Cyziu?
- Pozwól do mnie, proszę…
Zrezygnowany Lucjusz wstał powolnie z kanapy i przesiadł się na drugą, tę, na której siedziała Narcyza. Doprawdy zaszła wielka różnica między jego wcześniejszym położeniem, a tym teraźniejszym.
- Co się stało, skarbie? – Narcyza złapała go za dłoń i spojrzała w oczy.
- Czy sądzisz, że wczoraj swoimi pytaniami uraziłam pannę Granger? Powiedz mi tak szczerze.
Lucjusz westchnął głośno. I po co mu było żenienie się?
- Nie, Cyziu, dałaś jej tylko delikatnie do zrozumienia, że bardzo byś chciała, żeby była blisko z Draco.
- Delikatnie? Kiedy ja starałam się dać jej to do zrozumienia dobitnie! A co jeśli przez to nie zrozumiała? – spytała łamliwym głosem. Lucjusz wolną dłonią potarł zmęczone skronie. Narcyza przechodziła małe ‘załamanie nerwowe’, nie było to u niej rzadkim zjawiskiem, pojawiało się ono zawsze w tydzień przed balem, który miała w zwyczaju wyprawiać. Lucjusz przywykł już do tego. Dziś był poniedziałek, jej złe samopoczucie, pomijając to codzienne, w czasie ‘załamania’ trwało od dwóch do góra trzech dni, czyli w czwartek powinna znów być tą samą Narcyzą Malfoy. Zakochaną w słodyczach, swoim synu i nim, oczywiście!
- Jestem pewien, że zrozumiała, równie dobitnie, co pan Potter.
Narcyza roześmiała się głośno.
-I pomyśleć, że to on zbawił świat! A podobno większej ironii niż ty i Draco nie ma na tym świecie!
- Cyziu, znów mnie obrażasz, skarbie, to jest przykre.
- Jeszcze do tego nie przywykłeś? Sądziłam, że po tylu latach w końcu zacząłeś to ignorować, ale nie! Całe szczęście inaczej nie wiem, co robiłabym całymi dniami, gdybym miała cię nie denerwować!
- Wiem, co ja bym robił… - mruknął tylko w odpowiedzi.
- Co takiego?
- Nie zastanawiałbym się, jak to by było być wdowcem…
Śmiech Narcyzy ponownie poniósł się po salonie.
- Miałbyś smutne życie.
- Tak. Za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku. – Lucjusz uśmiechnął się szeroko i delikatnie pocałował żonę.

***

Była padnięta! Od dwóch godzin na przemian biegała, rzucała zaklęcia i piła zimną wodę. Uwielbiała swoją pracę, ale zdecydowanie najgorsze w niej były treningi. Co z tego, że była vice szefową! Musiała dawać innym (w tym przypadku Draco) przykład. Choć wyciskała z siebie siódme poty, to, co Wielki Pan Draco: Niby Jestem Wysportowany robił? Popijał sobie soczek z kartoniku! Bo jak uważał: potrzebna mu była przerwa, bo inaczej jego nieskalana skóra ucierpi od nadmiaru potu! Jeszcze nigdy, ale to nigdy nie miała tak nadętego i leniwego ucznia! Wkurzona zacisnęła zęby i rzuciła zaklęciem w dopiero, co wychylający się manekin.
- Skończyłaś już warczeć? – zagadnął słodkim głosem. Pisnęła głośno i ponownie zaatakowała Merlina winną atrapę.
- Może porozmawiamy na temat twojego problemu emocjonalnego?
Kolejne zaklęcie przeszyło powietrze niczym strzała.
- Rozumiem, że te napady wściekłości są wynikiem braku szczęścia w życiu? Wiesz, co powinnaś zrobić, aby osiągnąć szczęście? Powinnaś żyć zgodnie z zasadą złotego kierunku, a ponadto rozumieć, że najważniejsze jest dobro…
Czerwony promień minął głowę Draco o zaledwie kilka centymetrów.
- Co to miało być?! Chcesz mnie zabić? – wrzasnął. – Szlag! – Cały sok marchwiowy (dziś rano zapakowała mu go matka, twierdząc, że ma w sobie zbyt mało czerwonych barwników, a marchewka pomorze mu nabyć koloru…) przyozdobił jego koszulkę, ramiona i twarz.
- Czy coś się stało, czyżbyś zmienił kolor skóry? – spytała niewinnie Hermiona.
- Ty mała wiedźmo! Filozofia nie boli, nie musisz od razu próbować mnie zabić! – wrzeszczał wniebogłosy Draco mrużąc przy tym gniewnie oczy.
- Mnie boli, a najbardziej fakt, że siedzisz z tą swoją tłustą dupą i nic nie robisz, Malfoy!
- Tylko nie tłustą, Granger. Patrz na swoją…
- Oboje wiemy, że mój tyłek jest idealny…
- Tak, słoń by się takiego nie powstydził – odparł wściekle.
-Odszczekaj to ty platynowy głąbie!
- Nie jestem psem, szopie!
Hermiona zmarszczyła gniewnie brwi, nie trzeba było długo czekać na odpowiedź z jej strony. Zaklęcie petryfikujące już mknęło z stronę Malfoya. Nie czekał ani chwili, odbił je z zawrotną szybkością i zastosował kontratak. Zaklęcia mieszały się ze sobą, odbijały się od ścian, ale nawet jedno nie uderzyło w Hermionę lub w Draco.
- I tak ze mną nie wygrasz, fretko. Doskonale zdajesz sobie z tego sprawę! – wrzasnęła Hermiona, starając się zagłuszyć świst opadających kawałków jednego z manekinów, trafionego przez Draco.
- Mylisz się, szczotko, ja radzę sobie zawsze.
- Ale nie ze mną! – Z zawrotną szybkością rzucała zaklęciami, raz za razem, zmuszając Draco do przerwania ataku i odbijania zaklęć. Rzucała wszelkie możliwe czary od tych najbardziej prostych po te zaawansowane i skomplikowane. Już miała rzucić zaklęcie petryfikujące i wygrać, gdy się potknęła… Cholerna ręką, cholernego manekina znalazła się na jej drodze właśnie wtedy, gdy szła odebrać swoje zwycięstwo!
Malfoy wykorzystał sytuacje z niesamowitą precyzją i prędkością. Kopnął różdżkę Hermiony, rzucił się na ziemię i ciężarem swojego ciała przygniótł Hermionę do ziemi, mocno przytrzymując jej ręce.
- Złota zasada panny Granger: walcząc, patrz pod nogi… - rzucił triumfalnie.
- I co? Myślisz, że jesteś fajny? – prychnęła zniesmaczona. – Marzenie.
- Wygrałem, misiu…
- Przykro mi, że cię zawiodę, ale niedźwiedziem nie jestem – warknęła i zaczęła się wyrywać, mimo że wiedziała, że i tak nic nie poradzi.
- Kolejna złota zasada: nie pozwól, aby silniejszy fizycznie przeciwnik cię unieruchomił – szepnął jej do ucha. Westchnęła głośno i zmarszczyła brwi.
- Przynajmniej wiem, że słuchałeś – mruknęła.
- Słuchałem, obserwowałem, a nawet czułem… Używasz niesamowitych perfum, Hermiono…  
- To podchodzi pod próbę flirtu, Draco… - odparła spokojnie.
- Bo właśnie nią ma być. – Przymknął oczy i pochylił się ku ustom Hermiony. Nie mógł się doczekać, aby znów ich zasmakować, czekał na to od wczoraj! Nareszcie…
To było szybsze niż mogło się wydawać. W jednej chwili zostało odepchnięty, przewrócony na plecy, a Hermiona stała nad nim z jego różdżką wycelowaną w jego klatkę piersiową. Spojrzał na nią na wpółprzytomnie, jakim cudem znów dał się wykiwać?
- Ostatnia ze złotych zasad: wykorzystuj swoje atuty i sytuacje. Znów wygrałam, Draco. Bardzo mnie zawiodłeś… - rzuciła poważnie, ale jej oczy wesoło błyszczały, jakby się śmiały. Malfoy westchnął, był blisko, już niedługo będzie jeszcze bliżej!

***

To bardzo denerwujące przegrać z kobietą, jeszcze bardziej, gdy jest nią szefowa, na maksa wkurzająca jest porażka w ‘bitwie’ z dziewczyną, do której czuje się inne zjawiska pogodowe niż tylko zauroczenie. Ale już mega wkurwiające jest to, gdy spełnione są wszystkie trzy warunki! Tego się po prostu nie da opisać słowami. Miał ochotę w jednej chwili rzucić w siedzącą naprzeciwko niego Hermionę zszywaczem, ale tak, aby wszystkie zszywki w nią trafiły, po sekundzie znów miał niepohamowaną ochotę podejścia do niej, posadzenia na biurku i całowania do utraty tchu, albo czasu dopóki ktoś nie wparuje do gabinetu! To było dziwneee…
- Głupieję! – warknął do siebie po cichu.
- Dopiero teraz to odkryłeś? – zapytała niewinnym głosikiem Hermiona, uśmiechając się do niego szeroko.
- Myślisz, że skoro wygrałaś to masz prawo przerywać moje spokojne monologi z własnym JA? Otóż, nie, nie masz prawa! – Dosłownie pluł jadem. Właśnie był w fazie rzucania zszywaczem…
- Jak wolisz, Dracuś, jak wolisz…
Jak ona delikatnie wypowiadała jego imię. Oh, Merlinie! To było niesamowite! Jakim cudem ta drapieżna kocica potrafi tak jedwabiście i zarazem subtelnie zwracać się do niego. Nie mógł uwierzyć, że można być kobietą za razem tak wspaniałą jak i mroczną! To było nie do pomyślenia…
Znów wkroczył w fazę: kocham ją nad życie…

19 komentarzy:

  1. Czytałam rozdział myjąc żeby i oplułam cale lustro które wczoraj umylam... Rozdział super, kiedy oni będą razem????!!!
    Zosianna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS pierwsza;)
      Zosianna

      Usuń
    2. Oj, no kiedy sami tego zechcą! Ale tak bardzo, bardzo mocno! :D :* Serdecznie dziękuje! Przykro mi z powodu lustra..., naprawdę :D ;)

      Usuń
  2. Exelente!!! tak dobrego rozdziału dawno nie widziałem

    OdpowiedzUsuń
  3. Wooow mega!!! Ich potyczki słowne są świetne :) mam nadzieję że wena Cię nie opuści bo chcę się śmiać tak jak do tej pory :) czekam na nowy rozdział :D pozdrawiam i zapraszam do siebie kiedyjestesprzymnirdramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, ze pozostanie ze mną na tyle długo, że pozwoli mi skończyć to opowiadanie w WIELKIM STYLU :D Dziękuję! :**

      Usuń
  4. Super rozdział! Och, jak dawno tu nie zaglądałam, ale coś mnie tknęło i przypomniałam sobie o tym ff i proszę! Nowiusieńki rozdział! Jak zwykle przezabawny :) Z niecierpliwością czekam na następny i życzę weny :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu super, mega i wgl :) więcej pisać tutaj nie trzeba :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział bardzo fajny ;)
    Świetny na poprawę humoru po całym dniu obowiązków.
    Liczę na to, że marzenie Draco spełni się bardzo szybko a może nawet nasz Smok w końcu przedstawi Herm jako swoją dziewczynę (ku wielkiej uciesze Narcyzy ;)) Choć przypuszczam, że gdy ta dwójka się zejdzie to wielu będzie sobie próbowało przypisać ten fakt ;)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że się spełni, ale co ja tam wiem :3. To wszystko zależy od nich! :D Bardzo dziękuję! :*

      Usuń
  7. Hejka!piszesz super opowiadanie, bardzo mi się podoba.Nie żeby coś ale...( przepraszam za użycie nieodpowiednich słów) ILE KURWA MOŻNA PRZEKŁADAĆ TERMIN PUBLIKOWANIA!!... No :). Nie chcę żeby zabrzmiało to jakoś chamsko ale czekam sobie i czekam i czekam... Kilka razy na dzień wchodzę na twojego bloga mając nadzieję ze coś wrzucisz a tu klops... Może lepiej byłoby wpisać późniejszy termin i wstawić go wtedy napewno...? Oczywiście to tylko propozycja (?). Wiem, wiem...z pewnością masz dużo obowiązków i ani trochę czasu na pisanie więc tak jak pisałam wcześniej... Może tylko ja uważam że lepiej byłoby poczekać dłużej na rozdział wiedząc że pojawi się on na stronie tego dnia zamiast wczesniejszego terminu i rozczarowania...


    A tak pozatym... Piszesz mega świetnie. To jest mój ulubiony blog. Jestem od niego wręcz uzależniona. Akcja świetnie się rozwija, Drakuś jest super!! Kocham, kocham, kocham to!! Tak więc, czekam na nexta! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale wyważony komentarz! :D Budujący, bo pozytywna opinia, ale dający do zrozumienia, coś jakby w stylu: "Ogarnij się kobieto!" :D Co prawda można było napisać to trochę spokojniej, bez użycia tego wulgaryzmu, acz szanuję, że dołączyłaś przeprosiny. :D :D ;)
      Pozwól tylko, że w pewnym sensie usprawiedliwię się. Na początek: komentujesz pierwszy raz, prawda? A nawet, jeśli wcześniej komentowałaś to z jakiegoś powodu przestałaś, bo nie kojarzę Cię z komentarzy pod ostatnimi rozdziałami. Czy, gdyby nie ten fakt, że sytuacja związana z datami publikacji Cię wkurzyła, skomentowałabyś? Pewnie nie, skoro dopiero ta sytuacja cię do tego zmotywowała. I teraz zaczynają się wyjaśnienia: przekładam daty publikacji, dlatego, że gdy daję jedną datę, to wydaje mi się: Tak, na pewno napiszę, na pewno zdążę sprawdzić. W końcu jestem do tego motywowana. A tu nic. Nie bez powodu zachęcam do komentowania. To naprawdę działa motywująco na autora bloga. To kiepskie uczucie, gdy wchodzisz na bloga i przy liczbie kilkuset wyświetleń dziennie są dwa czy trzy komentarze. Już chęci spadają, a pomysły nikną. To tak jak z autorami książek:, jeśli ich książki się sprzedają, mają wiernych czytelników to piszą nowe. Tak samo jest z bloggerami. Gdy czytają komentarze, nie tylko te pochlebne, ale i te z konstruktywną krytyką, samą krytyką, a nawet te iście złośliwe to już ich motywuję! Tak to wygląda. Dlatego, przekładałam tę publikację. Nie wiedziałam jak skończyć to, co zaczęłam. Niby mówi się, że pisze się tylko dla siebie, ale każdy chce, żeby jego praca została doceniona, a gdy nie zostanie, nawet z krytyką i wskazówkami, co poprawić, zaczynają się wątpliwości, czy to, co napisał było, choć trochę dobre? Nie chcę żebyś poczuła się jakoś, źle, czy coś, to, co napisałam nie miało na celu urażenia Cię, ani nic z tych rzeczy! Jedynie chciałam wyjaśnić, co wpływa na to, że tak przekładałam publikację! :)
      Oczywiście bardzo dziękuję za komentarz i zawartą w nim opinię. Twoje słowa są dla mnie bardzo ważne!
      Pozdrawiam i życzę szczęśliwego Nowego Roku! :*

      Usuń
  8. Uśmiałam się strasznie. To był najlepszy rozdział na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakochana para jak słodko :D lubię te ich docinki to trochę podkręca atmosferę ;) Państwo Malfoyowie mnie do siebie przekonują brawa za to, bo jakoś za nimi nigdy nie przepadałam
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis
    http://ingis-at-glacies-dramione.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

- Jeśli weszłaś/eś na mojego bloga proszę pozostaw po sobie ślad, to nie dla ilości, a dla motywacji
- Nie przeklinaj w komentarzach!
- Krytykuj, ale uzasadnij swoją opinię.
- Nie obrażaj komentatorów, odwiedzających i autorki.
- Nie spamuj!